I ZespółKSZO

Pójść za ciosem – zapowiedź spotkania Wierna – KSZO

W Wielką Sobotę nasi piłkarze kontynuować będą maraton wyjazdowy – tym razem rywalizować będą z Wierną Małogoszcz.

O ile w przypadku spotkania z Unią Tarnów zwracaliśmy uwagę na dobrą passę rywala pomarańczowo-czarnych, przez co szanse w tym pojedynku rozkładały się mniej więcej 50:50, o tyle starcie Wierna – KSZO ma jednego faworyta, a są nim oczywiście podopieczni Rafała Lasockiego. Nasz sobotni rywal ma na swoim koncie zaledwie dwanaście punktów i praktycznie od samego początku sezonu jest mocno przyspawany do strefy spadkowej, aktualnie zajmując przedostatnie, siedemnaste miejsce. Co gorsza, z niemałą stratą do tych, których ewentualnie mógłby wyprzedzić – sześć punktów więcej ma piętnasty Poprad, osiem – czternasta Wolania, dziesięć – trzynasta Unia i aż dwanaście – dwunasty Hutnik. To o tyle istotne, że wszyscy małopolscy reprezentanci w II lidze są zagrożeni spadkiem, tak więc ostateczna liczba spadkowiczów z III ligi małopolsko-świętokrzyskiej może być większa niż przed rokiem.

Z drugiej jednak strony, nie należy zapominać, że podopieczni Mariusza Lnianego zdobyli w 2015 roku więcej punktów niż pomarańczowo-czarni. Wierna rozpoczęła od szalenie ważnej domowej wygranej z Popradem, następnie bezbramkowo zremisowała w Tarnowie, a przed tygodniem, pomimo tego, że niemal przez cały mecz przegrywała, podzieliła się punktami z beniaminkiem z Połańca. Wierna rozpoczęła więc ze sporym animuszem, ale na uratowanie ligowego bytu może to i tak nie wystarczyć. A wszystko przez fatalną postawę w rundzie jesiennej. Piłkarze z Małogoszczy zdołali wygrać jedynie raz – w wyjazdowym starciu z Partyzantem. A poza tym, totalna bryndza. Przede wszystkim, brak wygranej u siebie – zaledwie dwa remisy – z Garbarnią i rezerwami Wisły, a tak to każdy przyjeżdżał do Małogoszczy jak po swoje. A przecież w poprzednim sezonie było zupełnie inaczej – Wierna aż ośmiokrotnie wygrywała przed własną publicznością, w tym z Granatem, Hutnikiem, Wisłą Sandomierz i Łysicą. W szesnastu spotkaniach udało się wywalczyć dwadzieścia osiem punktów, do których doszły jeszcze trzy za walkower z Przebojem Wolbrom i dorobek wyglądał całkiem pokaźnie. Teraz, nawet doliczając cztery „oczka” wywalczone przed własną publicznością, wychodzi siedem punktów w dziesięciu meczach, co daje średnio 0,7 punktu na mecz. I o ile dziwimy się, że Kolejorz ze średnią 1,1 punktu w meczach wyjazdowych może być trzy punkty od fotelu lidera, tak nie dziwi nas wcale, że Wierna kasując średnio połówkę zerosiódemkę u siebie pałęta się w dolnych rejonach tabeli. Podopieczni trenera Lnianego zaliczyli w tym temacie niesamowity regres, co widać gołym okiem w ligowej tabeli. Warto też dodać, że nasz sobotni rywal dysponuje najsłabszym atakiem w całej lidze – piłkarze Wiernej zaledwie dwanaście razy zdołali umieścić piłkę w siatce rywali, aż dziesięciokrotnie kończąc mecz bez zdobytego gola, za to tylko dwukrotnie zdobywając więcej niż jedną bramkę w spotkaniu. Najskuteczniejszy strzelec – Michał Smolarczyk – może się pochwalić marnymi czterema trafieniami.

A trzeba przyznać, że Wierna na dobre wrosła w trzecioligowy krajobraz. Zaczęło się w sezonie 2004/05, kiedy jeszcze III liga była trzecim poziomem rozgrywkowym, sezon później Wierna, o czym już wspominaliśmy, osiągnęła swój historyczny sukces, docierając do 1/16 Pucharu Polski na szczeblu ogólnopolskim (wyeliminowana przez Zagłębie Lubin prowadzone wówczas przez Franciszka Smudę). Po reorganizacji rozgrywek Wierna znalazła się w III lidze świętokrzysko-małopolskiej, w której występuje już siódmy sezon. Do tej pory piłkarze z Małogoszczy odgrywali raczej rolę takiego ligowego szaraczka, który nie walczy o awans, ale też jest zbyt dobry, by spaść – Wierna nigdy nie uplasowała się niżej niż na dziesiątej pozycji. Czyli, innymi słowy, nie zawsze było kolorowo, ale się żyło. Tym bardziej więc aktualna pozycja tej drużyny i jej szanse na utrzymanie wśród trzecioligowców muszą dziwić.

W przerwie zimowej Wierna dokonała kilku wzmocnień – do drużyny dołączył m.in. Krzysztof Trela, który w poprzedniej rundzie prowadził Pogoń Staszów, czy pomocnik Łysicy Akamit Bodzentyn – Sebastian Hajduk, a także doświadczony Maciej Pastuszka. Do ekipy z Małogoszczy dołączyli także dwaj bramkarze – Ukrainiec Ołeksij Szram, występujący ostatnio w IV-ligowym Halniaku Maków Podhalański oraz bramkarz rezerw kieleckiej Korony – Bartosz Gugulski. Odszedł jedynie Sebastian Wijas, który zasilił występujący w klasie okręgowej GKS Nowiny.

Jeśli natomiast chodzi o pomarańczowo-czarnych, to z pewnością zarówno piłkarze, sztab szkoleniowy, jak i wszyscy sympatycy naszego zespołu odetchnęli z ulgą po meczu w Tarnowie, w którym po trafieniach Erwina Nowika zwyciężyliśmy 2:0. Pierwsze punkty, w dodatku z rywalem mającym na koncie siedem meczów z rzędu bez porażki, podniosło morale, a przede wszystkim wprowadziło spokój, tak potrzebny po tym, co sędzia Fudala odwalał działo się w meczu z Granatem. Teraz gramy ze zdecydowanie niżej notowanym rywalem, dodatkowo do składu wracają Mateusz Mąka i Paweł Czajkowski, tak więc trener Lasocki znów ma solidny ból głowy, na kogo postawić w drugiej linii. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, że gospodarze walczą o życie, przy czym jednak ich ewentualna porażka nie byłaby wielką niespodzianką, tak więc mają więcej do zyskania niż do stracenia. No i na wiosnę jeszcze nie schodzili z boiska pokonani. W pierwszym spotkaniu obu ekip KSZO odniósł swoje najwyższe zwycięstwo w sezonie, gładko wygrywając 4:0 po trafieniach Michała Stachurskiego, Mateusza Mąki, Kamila Dziadowicza i Marcina Sudego. W zeszłym sezonie w Małogoszczy wygraliśmy z kolei 1:0 po zwycięskim golu Michała Kosowskiego. Czy wygramy więc po raz trzeci z rzędu? Miejmy nadzieję, że tak się stanie.

Spotkanie rozpocznie się w Wielką Sobotę o godzinie 13 na stadionie w Małogoszczy.