Daleki wyjazd pomarańczowo-czarnych
Jutro nasi piłkarze zaliczą najdłuższy wyjazd w rundzie wiosennej – ich rywalem będzie ekipa Popradu Muszyna.
W naszych poprzednich zapowiedziach przedstawialiśmy Poprad jako drużynę, która śmiało mogłaby być bohaterem kompilacji z cyklu „Oszukać przeznaczenie”, bowiem w dwóch ostatnich sezonach piłkarze z Muszyny niemalże cudem uratowali ligowy byt. Początek obecnej kampanii, kiedy to podopieczni Marcina Manelskiego długo utrzymywali się w górnej połówce tabeli był więc ogromnym zaskoczeniem, zwłaszcza, że klub nie dysponuje ani jakimiś wielkimi funduszami ani też mocną, czy nadzwyczajnie szeroką kadrą. Poprad to raczej taki uboższy kuzyn Podhala, które w ostatniej kolejce wygrało w Ostrowcu i które nie kryje swoich sporych ambicji.
O ile jednak początek był dobry, a nawet bardzo dobry, o tyle wraz z upływem czasu drużyna wytracała rozpęd. Jeśli weźmiemy pod uwagę tabelę za okres od października ubiegłego roku, to żółto-niebiescy plasowaliby się zaledwie na trzecim miejscu od końca, wyprzedzając jedynie Spartę i Beskid. Tyle, że to nieco złudny obraz rywala. Poprad jest bowiem szalenie nieobliczalny. Z jednej strony, są jedyną drużyną, która nie potrafiła pokonać przed własną publicznością Beskidu Andrychów, a w ostatniej kolejce przegrali w Woli Rzędzińskiej, z drugiej zaś strony u siebie odprawili z kwitkiem choćby Garbarnię, Hutnika czy rezerwy Cracovii, a w Oświęcimiu zabrali dwa punkty wyżej notowanym gospodarzom. Oprócz tego, nie ma w lidze drugiej drużyny, która tak duży procent zdobywałaby na własnym boisku. Podopieczni trenera Manelskiego zdobyli na swoim kameralnym obiekcie aż 20 z 23 punktów, przegrywając jedynie z rezerwami krakowskiej Wisły. Na wyjazdach zaś jako jedyni obok Beskidu i Sparty jeszcze nie wygrali.
W przerwie zimowej z Popradu odeszło czterech podstawowych zawodników – bramkarz Adrian Jękot, który wrócił do Garbarni Kraków, pomocnicy Sani Goringo Abubakar oraz Krzysztof Podgórniak, a także doświadczony napastnik Piotr Saratowicz. Na ich miejsce przyszli m.in. 20-letni bramkarz Damian Paździor (również z Garbarnii), Patryk Zielonka, który w poprzednim sezonie był jednym z podstawowych zawodników Porońca oraz obrońca Mariusz Łyduch, który także przywędrował z Poronina. Suma summarum naszym zdaniem bilans okienka na niewielki minus.
Poprad od jakiegoś czasu jest kojarzony z tym, że strzela mało, a nawet bardzo mało bramek i nie inaczej jest w obecnych rozgrywkach. Nasi rywale zdobyli zaledwie 20 bramek, co jest wynikiem lepszym jedynie od Sparty i Beskidu, a nawet przedostatnia Wolania zdołała zdobyć osiem goli więcej. Nie dziwi więc fakt, że najskuteczniejszym strzelcem drużyny z Muszyny jest nominalny pomocnik Wojciech Janur, który zaliczył sześć trafień, z czego trzy z rzutów tkarnych, a jednego po dobitce „jedenastki”. Drugi w wewnętrznej klasyfikacji jest 18-letni Dawid Polański (cztery trafienia), jednak on od września trafił zaledwie raz. Żaden z pozostałych zawodników nie zdobył więcej niż dwóch bramek, zresztą w kadrze Popradu mało jest piłkarzy, którzy byliby znani szerszej publiczności. Niektórzy mogą kojarzyć Mariusza Merklingera, inni Mateusza Orzechowskiego, ale obaj w najlepszym razie są jedynie solidni jak na poziom trzecioligowy.
Kto więc będzie jutro faworytem? Wydaje się, że pomarańczowo-czarni, którzy od momentu awansu do III ligi jeszcze z Popradem nie przegrali, triumfując w trzech ostatnich pojedynkach. Tyle, że żółto-niebiescy są u siebie niezwykle groźni i nie można ich lekceważyć nawet wtedy, gdy im nie idzie. Pokazali to choćby jesienią, gdy po pięciu kolejnych meczach bez zwycięstwa, nagle ni stąd ni z owąd rozprawili się z Garbarnią. Dlatego też słaby start muszynian – jeden punkt w trzech wiosennych meczach o niczym nie świadczy. Jutro naszych piłkarzy czeka więc kolejny wymagający test.
Spotkanie rozpocznie się juto o godzinie 16 na stadionie Popradu w Muszynie.
