Po raz ostatni z beniaminkiem
Wyjazdowy mecz w Białej Podlaskiej będzie dla pomarańczowo-czarnych ostatnim tegorocznym starciem przeciwko ekipie ligowego beniaminka.
„Mocni u siebie, słabsi na wyjazdach”, „Drużyna własnego boiska”, „Miejscowa publiczność sprawia, że grają nie na sto, a na dwieście procent swoich możliwości” – te sentencje zazwyczaj pasują jak ulał do beniaminków. No bo przecież gdzie jak nie u siebie mają szukać punktów po awansie do wyższej ligi? Gdzie mają czuć się pewnie, jeśli nie na swoim obiekcie, niekiedy nieznanym przez ligowych rywali? Kto i co ma ich ponieść do zwycięstwa, jeśli nie wsparcie sympatyków, którzy byli z drużyną także rok wcześniej?
Słowo klucz: zazwyczaj. Akurat w przypadku naszego jutrzejszego rywala wyżej wymienione stwierdzenia pasują równie dobrze, co – nie przymierzając – Franek Smuda do konkursu recytatorskiego czy też Kuba Wojewódzki do kursu savoir vivre’u. Podopieczni trenera Miłosza Storto wygrali u siebie jeden mecz, który i tak został anulowany i to po samobójczym trafieniu golkipera gości. W pozostałych siedmiu spotkaniach, które wliczają się do ich ligowego dorobku wywalczyli zaledwie trzy punkty, jedynie dwukrotnie zmuszając golkiperów rywali do wyciągania piłki z siatki. Za to na wyjazdach nasi rywale przechodzą totalną metamorfozę – w siedmiu spotkaniach jedynie raz zeszli z boiska pokonani, legitymując się przy tym imponującym dorobkiem trzech straconych bramek. Fakt faktem, swoje zrobił terminarz bowiem z większością teoretycznie mocniejszych rywali Podlasie mierzyło się przed własną publicznością, na wyjazdach grając z drużynami niżej notowanymi, ale dysproporcja w zdobyczach punktowych w meczach u siebie i na wyjazdach jest aż nazbyt widoczna. Podobnie zresztą jak mała ilość bramek w meczach Podlasia – w czternastu starciach, które wliczają się do ligowej tabeli padło ich zaledwie 21. Nie zdarza się bowiem często, by jedna drużyna dysponowała jednocześnie najsłabszym atakiem i najlepszą obroną w lidze, a w przypadku piłkarzy z Lubelszczyzny tak właśnie się dzieje.
Podobnie jak miało to miejsce choćby w przypadku beniaminka z Nowotańca, także w drużynie z Białej Podlaskiej nie widać praktycznie zawodników ogranych w wyższych ligach. W zasadzie pod tą kategorię można by podciągnąć jedynie doświadczonego 29-letniego pomocnika Przemysława Grajka, który występował na zapleczu Ekstraklasy w barwach Dolcanu Ząbki czy też w barwach Polonii Bytom i Górnika Zabrze w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy i Pucharu Ekstraklasy, jednak działo się to dość dawno. Przeciętny kibic nie ma raczej szans kojarzyć takich nazwisk jak: Rafał Kursa, Kamil Kocoł (najlepszy strzelec drużyny, autor czterech bramek), Mateusz Łakomy, Paweł Komar czy Adam Wasiluk, którzy są kluczowymi zawodnikami w drużynie naszego rywala. Z kolei Dariusz Pietrasiak czy Mateusz Madej mogą pamiętać nazwiska Sebastiana Czapskiego i Tomasza Andrzejuka, którzy w barwach TOP 54 Biała Podlaska strzelali bramki KSZO w spotkaniu kończącym przygodę naszego zespołu z Centralną Ligą Juniorów w ubiegłym sezonie. Zresztą, piłkarzom z Białej Podlaskiej udało się w ubiegłym sezonie utrzymać wśród najlepszych drużyn juniorskich w kraju, co świadczy o tym, że poziom szkolenia jest tam bardzo solidny.
Suma summarum, jeśli przeanalizować potencjał kadrowy obydwu drużyn, to pomarańczowo-czarni mają zdecydowaną przewagę. Na naszą korzyść przemawia też fakt, że choć Podlasie potrafiło zremisować choćby z Garbarnią czy Resovią na jej terenie, to jednak w pozostałych spotkaniach z drużynami z górnej połówki tabeli przegrywało. Tyle, że pomarańczowo-czarni muszą mieć na względzie mecz w Radzyniu Podlaskim, kiedy to pomimo prowadzenia 2:0 nie zdołali dowieźć korzystnego wyniku do końca i musieli się zadowolić podziałem punktów.
Spotkanie odbędzie się jutro o godzinie 13 na stadionie w Białej Podlaskiej.
