Wywiad

„Dać jak najwięcej klubowi, którego jestem wychowankiem…” – rozmowa z obrońcą KSZO, Klaudiuszem Łatkowskim.

Dziś zapraszamy Was na rozmowę z zawodnikiem, który kilka dni temu dołączył do naszego zespołu – Klaudiuszem Łatkowskim, który opowiedział nam m.in. o występach w Ekstraklasie, długiej przerwie spowodowanej kontuzją oraz ostatnich 2,5 roku, które spędził w drużynie lokalnego rywala – Granacie Skarżysko – Kamienna.

Redakcja: Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką nożną?

Klaudiusz Łatkowski: Wydaje mi się, że tak jak każdego w czasach mojej młodości, czyli ten kto potrafił biegać i prosto kopnąć piłkę zaczynał uczęszczać na treningi KSZO. Z czasem zostawal ci najbardziej wytrwali, a niektórzy pozostali w piłce do dziś.

Jak wspominasz rundę wiosenną sezonu 2002/03, w której rozegrałeś 11 spotkań w Ekstraklasie? Jak wyglądała wówczas sytuacja w klubie?

Dla każdego z nas było to bardzo duże przeżycie emocjonalne i fajna przygoda. Lecz z perspektywy czasu uważam, że sportowo nikt tak naprawdę nic nie zyskał i żaden z nas nie był pod żadnym względem przygotowany do grania na tym poziomie.

Po spadku z Ekstraklasy grałeś w rozgrywkach II ligi, ale tylko w rundzie jesiennej. Na wiosnę występowałeś już w rozgrywkach juniorskich. Nie było zapytań z klubów z niższych lig czy tez była to świadoma decyzja trenerów?

Szczerze mówiąc, tak naprawdę chodziło wtedy o względy formalne – wszyscy poodchodzili do innych klubów, a ja nie dostałem takiej zgody, można powiedzieć, że zostałem jedynym majątkiem upadającego stowarzyszenia. Do Ostrowca przeniósł się zespół Ceramiki Opoczno, a ja nie chciałem w nim grać, chciałem spróbować czegoś innego, niestety usłyszałem wtedy od jednego z działaczy wtedy jeszcze Ceramiki, że nie mam najmniejszych szans na odejście.

Po rundzie jesiennej sezonu 2004/05 zdecydowałeś się na odejście do Tłoków Gorzyce. Spotkałeś tam kilku starych znajomych – Tomka Szmuca, Mariusza Mężyka, a trenerem był Józef Antoniak. Niestety przegraliście II ligę po barażach z Radomiakiem Radom. Jak wspominasz ten okres?

Bardzo fajnie, zdecydowałem się na wypożyczenie aby regularnie grać, a Tłoki były wtedy bardzo silnym i doświadczonym zespołem III ligowym. Wydaje mi się, że to był dobry ruch, mogłem się odbudować przede wszystkim psychicznie po tych wszystkich perypetiach, które miały miejsce w Ostrowcu.

W sezonie 2005/06 grałeś mało, podstawowym zawodnikiem stałeś się dopiero za trenera Wojciecha Boreckiego w sezonie 2006/07. Jak wspominasz tego szkoleniowca?

Dokładnie tak. Grałem mało, a jeśli już miało to miejsce to byłem ustawiany na pozycji lewego pomocnika, zawsze się wtedy zastanawiałem dlaczego jestem ustawiany na tej właśnie pozycji, a nie na lewej obronie? Niestety takie były czasy i myślenie niektórych trenerów: dajmy go na pomoc, a tam niczego nie zepsuje (śmiech). A ja nie miałem i nigdy nie będę miał parametrów do grania na tej pozycji, czyli odpowiedniej dynamiki i umiejętności gry tyłem do bramki pod ścisłym kryciem. W efekcie męczyłem się ja, męczyli się kibice mnie oglądający. Dopiero trener Borecki postawił na mnie i dał mi grać na mojej nominalnej pozycji, a ja mu się odwdzięczałem – w moim odczuciu – solidną grą. Trenera Boreckiego wspominam bardzo pozytywnie, ale nie ze względu na to, że na mnie postawił, lecz przede wszystkim z tego powodu, że on za swoim zawodnikiem wskoczyłby w ogień. Zresztą, dobrze wspominam wielu trenerów z tamtego okresu, śp. Jerzego Masztalera, a także Petra Nemeca, mimo że nie grałem wielu meczy za ich kadencji.

Byłeś na testach w Widzewie Łódź, w którym zagrałeś dwa mecze w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy. Jak wyglądał wówczas ten klub i co sprawiło, że jednak do niego nie trafiłeś?

Klub był bardzo profesjonalnie prowadzony, spotkałem tam trenera Probierza, który zrobił na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. Nie zostałem tam, ponieważ byłem wtedy dobry na I ligę, ale jednak zbyt słaby na Ekstraklasę. Jednakże, dzięki pobytowi tam zostałem zaproszony na testy do Polonii Warszawa -jej ówczesny trener Waldemar Fornalik w luźnej rozmowie z Michałem Probierzem powiedział, że szuka lewego obrońcy, a Probierz polecił mu moje nazwisko.

Po sezonie 2006/07 przez półtora roku nie grałeś w piłkę. Jak do tego doszło i czy miałeś w tych momentach chwile zwątpienia i obawy o swoją przyszłość?

Ogólnie był to wtedy bardzo ciężki okres, przydarzyła mi się bardzo nieprzyjemna kontuzja kolana, następnie przeszczep chrząstki, a potem trudna i długa rehabilitacja i tak naprawdę nikt z lekarzy nie dawał mi gwarancji powrotu do sportu.

W rundzie wiosennej sezonu 2008/09 wróciłeś do grania – dołączyłeś do występujących wówczas w IV lidze rezerw. Jak do tego doszło?

Tak, jak sobie to obliczyłem to od ostatniego mojego meczu przed kontuzją do pierwszego wtedy sparingu po wyleczeniu się minęło dokładnie 20 miesięcy. Byłem wtedy w fatalnej formie, ale cieszyłem się, że w ogóle mogę grać w piłkę i to było dla mnie najważniejsze.

Sezon 2009/10 to okres spędzony w Radomiaku Radom. Po trzech porażkach z rzędu straciłeś miejsce w podstawowym składzie i już go nie odzyskałeś.

Tak, dr Śmigielski, który mnie operował, a współpracował np. z Justyną Kowalczyk, czy też był głównym lekarzem Polskiej Reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich, powiedział mi że po takim urazie dojście do formy sprzed kontuzji zajmuje tyle czasu ,ile trwała rehabilitacja. I u mnie dokładnie tak było – to był jeszcze ten czas gdy choć czułem się coraz lepiej pod względem piłkarskim, to nie czułem się zbyt dobrze pod względem fizycznym – często dochodziło do przeciążeń kolana, odczuwałem bóle i musiałem robić sobie dzień czy dwa dni przerwy, w efekcie czego działacze się niecierpliwili, trener także. Jednak z czasem kolano reagowało na wysiłek coraz lepiej i ja również czułem się bardziej komfortowo.

W sezonie 2010/11 po raz kolejny wróciłeś do Ostrowca Świętokrzyskiego. Jak wspominasz pobyt w I-ligowym KSZO SSA?

Najmilej wspominam atmosferę w szatni, był to zlepek chłopaków którzy gdzieś tam kiedyś grali, ale świat o nich zapomniał i przyszli do KSZO po to, aby się odbudować. Powiem tylko tyle, że to dzięki nam – zawodnikom do końca walczyliśmy o utrzymanie. Wydaje mi się, że zabrakło tylko jednego czynnika, a jeszcze byśmy się utrzymali. Ale nie będę tutaj mówił o co chodziło, bo na pewno nie o pieniądze (uśmiech).

Sezon 2011/12 to jeden wielki chaos, choć pod koniec rundy jesiennej wyniki mieliście nadspodziewanie dobre. Żałowałeś pozostania w klubie?

Nie żałowałem, grałem całą rundę, praktycznie wszystkie mecze od początku do końca i bardzo dużo mi to dało pod względem piłkarskim. Złapałem rytm meczowy, poczułem się pewnie, i powiem szczerze, że potrzebowałem takiej rundy. Po raz pierwszy przeżyłem wtedy okres przygotowawczy w trakcie trwania rundy. Od poniedziałku do czwartku trenowaliśmy bardzo ciężko, w piątek rozruch i w sobotę mecz. Dlatego też do połowy rundy graliśmy słabiej, przeciwnicy byli od nas szybsi, mieli więcej świeżości, ale w drugiej połowie rzeczywiście nie było na nas mocnych. Ten okres wspominam wyjątkowo również z innego powodu, bo urodził mi się syn. Natomiast to co się działo w klubie pod względem organizacyjnym wolę przemilczeć bo to nie miało prawa się wydarzyć.

Opowiedz o pobycie w Granacie Skarżysko – Kamienna, w którym byłeś podstawowym zawodnikiem.

Tak, w momencie jak zostałem ojcem uznałem, że trzeba wziąć na siebie większą odpowiedzialność, miałem dosyć tych wszystkich problemów z ciągłym brakiem wypłat i zdecydowałem, że pójdę grać do niższej ligi i poszukam sobie normalnej pracy, którą pogodzę z graniem w piłkę. I to mi się udało. Pobyt w Granacie wspominam bardzo pozytywnie, przede wszystkim mieliśmy super ekipę, tworzyliśmy kolektyw zarówno na boisku jak i poza nim. Poza tym był to poukładany klub pod względem organizacyjnym, przez 2,5 roku wszystkie zobowiązania wobec mnie były regulowane w terminie, a czasami nawet przed (śmiech). Trener Pietrzykowski buduje ten zespół od jakiegoś czasu i regularnie go wzmacnia, przez co Granat jest tak mocny jak na III ligę.

Czy uzależniałeś przejście do KSZO od wywalczenia bądź niewywalczenia promocji do II ligi z Granatem?

Nie, decyzja zapadła tak naprawdę przed barażami i jakiego byśmy w nich nie osiągnęli wyniku, ja i tak od lipca byłbym w KSZO.

W dwóch ostatnich rozegranych przez Ciebie spotkaniach minionego sezonu schodziłeś odpowiednio w 5. i 9. minucie. Jak poważne były to urazy?

Tak naprawdę, dość poważne, gdyż naderwałem mięsień czworogłowy. Trochę walczyliśmy z czasem, aby zdążyć na baraże i wspólnie z trenerem uznaliśmy, że spróbuje zagrać w ostatnim meczu sezonu. Niestety znów poczułem kontuzjowaną nogę, może wróciłem zbyt szybko, ale zarówno ja jak i trener chcieliśmy mieć pewność czy dam radę zagrać w barażach.

Pracowałeś z różnymi trenerami w seniorskiej piłce. Któremu z nich zawdzięczasz najwięcej?

Na pewno trenerowi reprezentacji młodzieżowych Andrzejowi Zamilskiemu oraz trenerom, których wymieniłem wcześniej. Bardzo pozytywnie wspominam również trenera Tochela, pamiętam jak przyszedł do KSZO, jego filozofia, podejście do treningów i zawodników to był wtedy inny świat.

Jakie cele stawiasz sobie po przyjściu do KSZO?

Na pewno aby grać o wyższe miejsca w III lidze. Dla mnie to też jest pewnego rodzaju wyzwanie, bo mogłem zostać w Granacie gdzie miałem ugruntowaną pozycję i bardzo mocny zespół jak na tą ligę z gwarancją grania w czubie tabeli. Zdecydowałem się podjąć rękawicę i dać jak najwięcej klubowi, którego jestem wychowankiem. A z tego co zdążyłem zauważyć to warto, bo są na dzisiaj w tym klubie osoby, które chcą zrobić coś bardzo pozytywnego.

Dziękujemy za rozmowę.

Źródło zdjęcia: www.wiadomosci.o-c.pl