Przegrana z Łysicą
Zawodnicy KSZO Ostrowiec Świętokrzyski ulegli Łysicy Bodzentyn 0:1 (0:1) po bramce zdobytej już w trzeciej minucie spotkania przez Mirosława Kalistę. Dla ostrowczan była to trzecia porażka w tym sezonie.
Spotkanie rozpoczęło się najgorzej jak mogło. Już w trzeciej minucie Mirosław Kalista otrzymał kapitalne podanie z głębi pola, ograł Klaudiusza Łatkowskiego i ładnym uderzeniem w sytuacji sam na sam pokonał Konrada Zacharskiego. Gospodarze momentami grali bardzo ostro, nie przebierali w środkach, skutecznie wybijając nasz zespół z rytmu. Ostrowczanie próbowali rozgrywać piłkę, jednak płyta boiska pozostawiała wiele do życzenia i o składne akcje było ciężko. Z powodu urazów boisko musieli opuścić Michał Stachurski (już w pierwszej połowie), a także Paweł Czajkowski, który był chyba najlepszym zawodnikiem naszego zespołu. Po kwadransie nasi zawodnicy domagali się rzutu karnego po faulu na Michale Hołodym, ale gwizdek prowadzącego zawody Kamila Przyłuckiego milczał. Dobrą okazję do wyrównania miał kilka chwil później Marcin Sudy, jednak jego uderzenie głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego okazało się minimalnie niecelne. Tuż przed końcem pierwszej części gry mogło być 2:0. Mirosław Kalista popędził od linii środkowej boiska na bramkę Zacharskiego, jednak tym razem w sytuacji sam na sam chybił.
Na początku drugiej połowy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przed szansą na wyrównanie stanął Marcin Grunt, jednak z kilku metrów trafił wprost w Tomasza Dymanowskiego. Łysica szukała swoich szans w kontratakach, ze świetnie dysponowanym Mirosławem Kalistą, który wielokrotnie nękał naszą defensywę. Jednak za każdym razem na posterunku był Zacharski, albo strzały byłego zawodnika Wisły Płock okazywały się niecelne. Na dwadzieścia minut przed końcem spotkania znów przed szansą stanął Marcin Sudy, który pojawił się na boisku z ławki rezerwowych już w pierwszej połowie spotkania i też rozgrywał dobre zawody, umiejąc doskonale się odnaleźć pod bramką rywali. Niestety strzał naszego zawodnika z bliskiej odległości świetnie obronił Dymanowski, a dobitka Klaudiusza Łatkowskiego poszybowała ponad bramką gospodarzy. W ostatnich sekundach spotkania okazję miała jeszcze Łysica, ale Konrad Zacharski dalekim wybiegiem poza szestnastkę zażegnał niebezpieczeństwo.
Z perspektywy naszego zespołu, na pewno szkoda straconych punktów, szczególnie po tak szybko straconej bramce, jednak ostrowczanie dali niewiele argumentów na to, żeby zakończyć to spotkanie przynajmniej remisem. Michał Hołody, który dzięki fantastycznemu występowi w rezerwach w poprzedniej kolejce wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce, rozegrał niezbyt dobre zawody. Poza sytuacją w której nasi zawodnicy domagali się odgwizdania rzutu karnego po ewentualnym faulu właśnie na Michale, był niewidoczny i nie stwarzał zagrożenia pod bramką Dymanowskiego. To ewidentnie nie był ten Michał z meczów rezerw, który co chwila znajduje się w dogodnej sytuacji strzeleckiej. Szkoda także kontuzji Michała Stachurskiego oraz Pawła Czajkowskiego. Szczególnie ewentualna absencja kapitana Stachurskiego w kolejnych spotkaniach byłaby poważnym osłabieniem drużyny.
Łysica Bodzentyn – KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 1:0 (1:0)
1:0 Mirosław Kalista 3 minuta
Łysica: Dymanowski – Szymoniak, Kardas, Kula, Płusa – M. Kalista, Pawłowski, P. Kalista, Wójtowicz, Wiecha (69′ Fortuna) – Michta (85′ Gardynik).
KSZO: Zacharski – Stachurski (23’Sudy), Nowik, Grunt, Łatkowski – Gardynik, Czajkowski (58′ Larkowski), Mąka, Kapsa (62′ Czerwiński), Dziadowicz – Hołody (62′ Skwarliński).
Żółte kartki: Dymanowski, Szymoniak, Płusa – P. Kalista – Zacharski, Kapsa, Grunt, Nowik, Czajkowski.
Sędziował: Kamil Przyłucki (Sandomierz)
Rafał Lasocki: Błąd indywidualny, który nie miał prawa się przytrafić i tracimy bramkę, ale to jeszcze nie koniec świata. Dzisiaj, na tym boisku, powinniśmy byli wrócić do takiej gry jak jeszcze rok temu, czyli długą piłką. Tym nas tak naprawdę dzisiaj zaskoczyła Łysica, bo po długim podaniu strzelili nam bramkę. Moi chłopcy chcieli grać w piłkę, ale na tym boisku było to niemożliwe i dlatego między innymi my ten mecz przegraliśmy. Zarówno Łysica jak i my, mieliśmy sytuacje bramkowe tylko i wyłącznie po stałych fragmentach gry. My jedną z tych dwóch sytuacji, które mieliśmy, powinniśmy zamienić na gola i mecz zakończyłby się – według mnie – sprawiedliwym remisem. Łysica grała bardzo brutalnie, bezpardonowo, na co często sędzia wyraźnie przymykał oko, no ale my też jesteśmy mężczyznami i powinniśmy też pokazać na boisku charakter. Jeśli chodzi o Michała, to na pewno będzie to coś poważniejszego, natomiast Paweł nie mógł zatrzymać krwotoku, ale po meczu już truchtał i nic mu nie było.
