Derbowe emocje, czyli KSZO ogrywa Koronę w CLJ
Aż do dziewiątej kolejki kazali czekać piłkarze MKS KSZO-Junior Ostrowiec Świętokrzyski na pierwsze zwycięstwo w bieżącej edycji Centralnej Ligi Juniorów. Podopieczni Waldemara Domagały pokonali w derbach województwa świętokrzyskiego Koronę Kielce SA 3:2 (0:1) po dwóch trafieniach Kamila Wochniaka i jednym Kamila Bełczowskiego.
Pierwsza połowa w wykonaniu naszych zawodników była bardzo słaba, żeby nie powiedzieć fatalna. Pomarańczowo-czarni byli zamknięci niczym w hokejowym zamku. Defensywa zespołu z Kielc przez większość czasu grała na wysokości linii środkowej boiska. Wszelkie próby wyjścia z głębokiej defensywy kończyły się najczęściej stratami i to już w okolicach czterdziestego metra. Nasi zawodnicy popełniali masę błędów, piłka nie wiedzieć czemu odskakiwała im na kilka metrów, co przeszkadzało w konstruowaniu akcji. Momentami po prostu sprawiali wrażenie, jakby nie wiedzieli co się dzieje. Korona grała swoje, a jej przewaga nie podlegała żadnej dyskusji. Oni grali, my biegaliśmy za piłką. Nadzieje na korzystny wynik dawały tylko interwencje Jakuba Kozłowskiego. Kilkukrotnie były bramkarz grup młodzieżowych Stali Mielec bronił w sytuacjach wręcz nieprawdopodobnych, instynktownie odbijając strzały gości z kilku metrów. Wyciągnięcie go ze Stali, w której nie miał szans na grę było po prostu strzałem w dziesiątkę. Korona w końcu dopieła swego, choć pewnie w takich okolicznościach, jakich sami kielczanie nie chcieliby. Jeden z zawodników gości dostał podanie, będąc na ewidentnym spalonym (2-3 metry) dograł w pole karne i Adam Zawierucha zmusił do kapitulacji Kubę Kozłowskiego. Żeby było ciekawiej, sędzina liniowa, która nie widziała tak ewidentnego spalonego jest asystentką międzynarodową (!!!) Chwilę później mogło być w zasadzie po meczu. Kozłowski popełnił jedyny w meczu błąd, piłka wypadła mu z rąk, Piotr Jedlikowski zagrał piłkę ręką i prowadząca zawody Patrycja Marek wskazała na jedenasty metr. Strzał zawodnika gości był fatalny, sygnalizowany, prosto w środek bramki i Kuba Kozłowski pewnie go obronił.
Po przerwie Korona dalej cisnęła, choć podopieczni Cezarego Ruszkowskiego nie mieli już aż tak przygniatającej przewagi jak w pierwszej części gry. Naszym obrońcom szczególnie dużo problemów sprawiał Adam Zawierucha, który przeprowadził kapitalną akcję indywidualną, przerzucając piłkę nad naszym obrońcą, jednak na całe szczęście jego uderzenie o kilkanaście centymetrów minęło naszą bramkę. A nasi? Pierwsza akcja i od razu bramka. Po wrzucie z autu dośrodkowanie z prawej strony boiska wykończył Kamil Wochniak i był remis. Niesamowicie rozdrażniło to zawodników gości, jednak to nie był koniec. Kilka minut później sędzina podyktowała rzut wolny piłka odbiła się od muru i znów ten sam schemat. Dośrodkowanie z prawej strony boiska i Wochniak z najbliższej odległości pakuje piłkę do siatki. I zaczęło się. Nie wytrzymywał trener gości, który wykłócał się praktycznie o każdą decyzję. A to że aut wrzucony 2 metry 70 centymetrów za daleko, a to, że sędzina źle zinterpretowała sytuację. Brakowało chyba jeszcze tylko tego, żeby podszedł do sędziny i zadał słynne pytanie Patryka Małeckiego. No niby duży facet, a zachowywał się jak dziecko, któremu ktoś zakosił nowe auto w piaskownicy. Wstyd. Ostrowczanie w końcówce złapali wiatr w żagle, poczuli się chyba bardziej pewnie niż Mario Balotelli (albo jak kto woli, Bario Malotelli) podczas tej nocy, w którą puszczał fajerwerki ze swojej łazienki i to kielczanie teraz się gubili. Wszystkie założenia taktyczne, to na co podopieczni Cezarego Ruszkowskiego pracowali od początku spotkania wzięło w łeb. Choć mimo to trzeba im oddać, że potrafili się odkuć. Jeden z zawodników Korony na kilka minut przed końcem minął w sytuacji sam na sam Kozłowskiego, na szczęście strzelił obok bramki. A KSZO wykorzystał wielbłąd jednego z obrońców gości, który za krótko zagrał głową do bramkarza – Kamil Bełczowski przerzucił piłkę nad bramkarzem gości – Bartłomiejem Majcherczykiem i wydawało się, że już jest jest – mówiąc kolokwialnie – pozamiatane. Jednak będący jeszcze w euforii zawodnicy KSZO dali się ograć jak treningowe pachołki i Kamil Mech dał jeszcze nadzieję kielczanom. Pomimo faktu, że prowadząca zawody Patrycja Marek pozwoliła jeszcze na zagranie dwóch akcji, to wynik nie uległ zmianie. Pierwsze zwycięstwo stało się z faktem.
Muszę przyznać, że tak emocjonującego spotkania przy Świętokrzyskiej nie było dawno. W tym spotkaniu było wszystko. Niespodziewane zwroty akcji, których nie powstydziliby się najlepsi reżyserowie, koszmarne błędy sędziowskie, kiksy obrońców i emocje do samego końca. Kibice zgromadzeni na stadionie przy Świętokrzyskiej mogli dostać palpitacji serca. Ten mecz zadziałał mocniej niż trzy energetyki i pięć kaw. Rozwaliliście panowie system, tylko wypada się teraz zapytać: dlaczego dopiero teraz? Dlaczego nie można było zagrać z taką agresją, z taką werwą, z taką wolą walki we wcześniejszych spotkaniach? Dlaczego dopiero przyjazd Korony wyzwolił tak wielkie pokłady ambicji i dopiero w drugiej części spotkania zobaczyliśmy grę na miarę potencjału tej drużyny? Taką, która pozwala realnie myśleć o utrzymaniu w CLJ. Pomarańczowo-czarni wreszcie wyglądali jak zespół, któremu ewidentnie zależy na grze z najlepszymi w kolejnym sezonie, a nie rywalizacji w jednej lidze z ŁKS Łagów, Neptunem Końskie czy Klimontowianką Klimontów. Panowie, trzeba w ten sposób walczyć z wszystkimi drużynami. Z Legią, Wisłą, Cracovią też. Da się. Wiadomo, że Wisła Puławy, Olimpia Elbląg czy ŁKS Łomża nie wyzwala takiej motywacji, takiej adrenaliny jak Korona, ale punkty zdobyte z Koroną są tak samo ważne jak z pozostałymi ekipami.
Osobny akapit trzeba poświęcić sędzinom dzisiejszego pojedynku. Niestety, trzeba przyznać, że pokazały, że na spotkania w CLJ nie są gotowe. Jeśli pani sędzina nie widzi tak ewidentnego, tak przejrzystego spalonego jak ten, po którym padła bramka dla gości, to czas chyba pomyśleć nad zmianą zawodu. Taki błąd nie ma prawa się zdarzyć nawet na trampkarzach czy młodzikach. A kto panią sędzinę dopuścił do bycia arbitrem międzynarodowym? I jak słabe są te, którym takiego zaszczytu nie dano? Strach się bać. Ja rozumiem, że CLJ to swego rodzaju poligon doświadczalny dla szerokiej grupy arbitrów, ale bez przesady. Nie wolno robić z tych rozgrywek kabaretu czy jakiejś mało śmiesznej farsy, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Te same sytuacje były interpretowane zupełnie odmiennie. Ręka Piotra Jedlikowskiego w polu karnym gwizdnięta, a już chwilę później w identycznej sytuacji ręka zawodnika Korony nie. Gdzie tu logika? Zresztą sędziny myliły się w obie strony, na całe szczęście jednak nie wypaczyły wyniku tego pojedynku. Cóż, lepszy rydz niż nic.
MKS KSZO-Junior Ostrowiec Świętokrzyski – Korona Kielce SA 3:2 (0:1)
0:1 Adam Zawierucha 32 minuta
1:1 Kamil Wochniak 68 minuta
2:1 Kamil Wochniak 75 minuta
3:1 Kamil Bełczowski 90+2 minuta
3:2 Kamil Mech 90+3 minuta
MKS KSZO-Junior: Kozłowski – Rutkowski, Świątek, Mężyk, Jedlikowski P., Chaba (46′ Zimoląg), Jedlikowski J., Rola (64′ Madej), Świrk (46′ Wąs), Wochniak, Bełczowski.
