Wygrana w blasku jupiterów
Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski poszli za ciosem i w rozegranym dziś spotkaniu dwunastej kolejki III ligi małopolsko-świętokrzyskiej pokonali Czarnych Połaniec 1:0 (1:0) po trafieniu Kamila Dziadowicza, dla którego była to już piąta bramka w sezonie.
Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanej przewagi gospodarzy. Goście wydawali się zagubieni, jakby znajdowali się w sercu amazońskiej dżungli bez kompasu. Po pierwszych kilkunastu minutach bardziej zasadne od pytania o to, czy wygramy wydawało się to jakim rozmiarem. Pomarańczowo-czarni grali bardzo płynnie, z polotem, kilka akcji było wręcz książkowych, a golkiper drużyny z Połańca miał pełne ręce roboty. Szczególnie pluć sobie w brodę powinien Jakub Kapsa, który po kwadransie mógł mieć na swoim koncie dwie bramki. Najpierw po kapitalnym podaniu z głębi pola z ostrego kąta strzelił niecelnie, a chwilę później po idealnym dograniu Mateusza Mąki znalazł się sam na sam z Romanem Brzostowiczem, jednak piłka zaplątała mu się między nogami, co wykorzystał bramkarz gości, który zatrzymał strzał. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Równie precyzyjnie co Mateusz Mąka dograł Konrad Kijanka, świetnie w polu karnym odnalazł się Kamil Dziadowicz, który strzałem z kilku metrów nie dał szans Brzostowiczowi. Tyle, że niestety po około trzydziestu minutach do głosu dochodzić zaczęli goście, którzy potwierdzili, że ta ich dobra pozycja nie jest wcale przypadkiem. W pierwszej połowie brakowało jednak jeszcze Czarnym dogodnych, przekonujących sytuacji, jednak już wtedy podopieczni Tomasza Kicińskiego zaczęli wysyłać sygnały, że przy Świętokrzyskiej tanio skóry nie sprzedadzą. Najpierw groźnie uderzał Piotr Mazurkiewicz zza pola karnego, jednak na całe szczęście jego strzał przeszedł obok bramki Zacharskiego. Kilka minut później serca kibiców zgromadzonych przy Świętokrzyskiej zamarły na dobre, gdy w ostatniej chwili nasi obrońcy zablokowali strzał jednego z zawodników gości.
W drugiej połowie Czarni na dobre rozgościli się pod bramką Konrada Zacharskiego. Ostrowczanie bardzo rzadko zaś opuszczali własną połowę boiska, cofnięci dość głęboko. Dobrą okazję kilkanaście minut po przerwie zmarnował Piotr Kamiński, którego uderzenie głową z pięciu metrów poszybowało ponad naszą bramką. Kilka minut później wystarczyło tylko, by któryś z zawodników gości wbił do naszej bramki piłkę zagraną wzdłuż bramki, na szczęście zawodnika gości w ostatniej chwili uprzedził Klaudiusz Łatkowski. KSZO rzadko odgryzał się kontrami, nie stwarzając sobie praktycznie dogodnych sytuacji i Brzostowicz pozostawał niemalże bezrobotny. Najbliżej było chyba w sytuacji, w której dalekim długim podaniem popisał się Paweł Czajkowski, a Dziadowicza w ostatniej chwili uprzedził bramkarz Czarnych. Podopieczni Tomasza Kicińskiego grali lepiej, jednak nie zdołali zdobyć bramki być może dlatego, że z uporem maniaka posyłali jedną wrzutkę za drugą w pole karne. Na nasze szczęście brakowało w końcowych fragmentach spotkania ze strony gości strzałów zza pola karnego, tak jak miało to miejsce w spotkaniu z Porońcem. Drugą część spotkania prowadzący zawody Marek Śliwa przedłużył o ponad cztery minuty, jednak ostatecznie tym razem powtórki sprzed trzech tygodni nie było. Na całe szczęście. Czarni drugą połową zmazali niekorzystne wrażenie z pierwszych fragmentów spotkania i potwierdzili, że jeszcze w tej lidze solidnie namieszają, a utrzymanie powinno być dla nich równie oczywiste co awans Niemiec czy Hiszpanii na najbliższe Mistrzostwa Europy.
A KSZO? Podopieczni trenera Lasockiego efektownym początkiem rozbudzili apetyty publiczności, jednak później było już zdecydowanie gorzej. Skończyło się szczęśliwie, jednak nie zawsze tak będzie. Niestety, to nie pierwszy mecz, w którym pomarańczowo-czarni po strzeleniu gola nie są w stanie iść za ciosem i dobić przeciwnika, a wręcz przeciwnie – bronią się i oddają inicjatywę. Na mecz z Hutnikiem trzeba wyciągnąć wnioski i zagrać tak jak przez pierwsze 30 minut dziś, zdecydowanie dłużej.
Miłym akcentem po spotkaniu był fakt, iż pomeczowe rozmowy z trenerami obydwu drużyn mogły zostać przeprowadzone na tle ścianki reklamowej, o którą pewnego sierpniowego popołudnia jakże usilnie i z jaką werwą zabiegał niestrudzony Adam Wysocki. Panie Adamie, zwracam więc honor! Wielkie dzięki! Bóg zapłać! Chapeau bas! Mam nadzieję, że teraz będzie się Panu u nas podobało.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Czarni Połaniec 1:0 (1:0)
1:0 Kamil Dziadowicz 21 minuta
KSZO: Zacharski – Kijanka, Sudy, Grunt, Łatkowski – Kapsa (90′ Stawiarski), Czajkowski, Mąka, Ryński (75′ Gardynik), Czerwiński (87′ Mikołajek) – Dziadowicz.
Czarni: Brzostowicz – Obierak, Korona, Witek, Pydych – Wolan (75′ Meszek), Cecot, Krępa (64′ Materkowski), Ferens, Mazurkiewicz – Kamiński
Sędziował: Andrzej Śliwa (Pińczów)
