Bez kategoriiI ZespółKSZO

Wypowiedzi po meczu KSZO – Hutnik Kraków

Michał Stachurski(strzelec drugiej bramki dla KSZO):
Chcieliśmy bardzo wygrać ten mecz, jednak straciliśmy na początku dwie bramki, po których było bardzo ciężko się podnieść. Na szczęście strzeliliśmy pierwszą bramkę, w drugiej połowie wszedłem i strzeliłem drugą. Mam jednak niedosyt, ponieważ z trzech moich sytuacji powinienem strzelić co najmniej dwie bramki. Niestety, nie udało się. Jest remis, ale ważne, że nie przegrywamy meczu. Jedziemy teraz na wyjazd i będziemy chcieli wygrać ten mecz. Chciałbym podziękować kibicom, ponieważ fajnie się zgromadzili, przyjechali też kibice przyjezdni. W końcu było jakieś widowisko i wydaje się, że ten mecz mógł się podobać.

Zapytaliśmy Michała o jego zdrowie:
Wiadomo, chce się grać i trzeba zacisnąć zęby aby zagrać. Wydaje mi się, że jeszcze tydzień-dwa i wszystko będzie w porządku.

Andrzej Paszkiewicz(trener Hutnika Nowa Huta):
10744668_10205038252742006_1274890496_n Nie mi to oceniać czy remis jest sprawiedliwy, ponieważ ja patrzę ze swojej perspektywy i nie jest to obiektywna ocena. W pierwszej połowie zgnietliśmy przeciwnika jeżeli chodzi o posiadanie piłki i sposób prowadzenia gry. Mogliśmy strzelić więcej bramek. Udawało nam się także rozbijać ataki KSZO, przejmować piłki, kontynuować swój atak i zamykać do tzw. „zamka” podobnego do hokejowego. W pierwszej połowie przydarzył nam się kardynalny błąd przy stałym fragmencie gry, gdzie czterech zawodników mogło zdobyć bramkę. Nas było zdecydowanie za mało w tej strefie i to też dało troszkę wiary przeciwnikom. W drugiej połowie trochę obniżyliśmy poziom. KSZO nie miało nic do stracenia i wyszli do nas wyżej. Gra przypominała trochę grę w rugby, czyli wybicia piłki przeciwnika i walka o głowę. Mamy młody zespół oparty o zawodników technicznych, co za tym idzie fizycznie niezbyt mocny i przebitki czy stykowe sytuacje przechodziły. Mecz zrobił się bardziej w tzw. kotle niż piłkarski. Próbowaliśmy złapać gdzieś oddech, przejąć inicjatywę i grać. Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale nie udało się wygrać. Trafił się rzut rożny, po którym wpadła bramka na remis. To jeszcze bardziej podgrzało atmosferę. Szkoda, bo uważam, że zagraliśmy najlepszą i najgorszą połowę od dawna. Szkoda, że zdarzyło się to w jednym meczu. Jest trochę niedosyt, ponieważ w każdym momencie meczu mieliśmy kontrolę. Kwestią było wytrzymanie i ogarnięcie długich piłek. Mamy pewne atuty i staramy się grać na bazie tych atutów, a że przeciwnik stosuje taki, a nie inny styl gry to musimy sobie jakoś radzić. Nie poradziliśmy sobie jednak z tym, zwłaszcza w większości czasu drugiej połowy. Przy naszych małych gabarytach tym bardziej staraliśmy się nie dopuszczać do stałych fragmentów meczu. Mieliśmy się długo utrzymywać przy piłce, co było widać w pierwszej połowie i tych fragmentów było bardzo mało. Gra na chaos wybyła nas z rytmu i to spowodowało właśnie taki przebieg spotkania.

Zapytaliśmy o co walczy Hutnik, ponieważ zdaje się, że o coś więcej niż w obecnej chwili:
Mam przyjemność prowadzić ten zespół od trzech lat i jeżeli co pół roku odchodzą czołowi zawodnicy z zespołu do wyższych lig, a niektórzy do niższych by iść do pracy i mieć lepsze zarobki, to byłbym ostrożny z deklaracjami, że walczymy o coś więcej niż ta pozycja, którą mamy. Zadebiutował np. bardzo młody chłopak z 98 roku – najwyższy junior młodszy. Staram się wprowadzać tych młodych chłopaków i ciężko wymagać aby wygrali tę ligę, czy byli gdzieś wyżej. Bardzo spokojnie określam nasze cele.

Rafał Lasocki(trener KSZO):10735877_10205038252702005_834542615_n
Taki jest urok piłki nożnej. Emocje były od pierwszej do ostatniej minuty. Mam nadzieję, że Ci którzy przyszli na stadion na mecz przy Świętokrzyskiej nie żałują. Szkoda, że skończyło się bez happy endu, ale przyjmujemy z pokorą i szanujemy jeden punkt jako cenną zdobycz. W pierwszej połowie miałem wrażenie, że to nam popsuł się autobus i to my nie dojechaliśmy na czas na mecz(W drodze do Ostrowca uszkodzeniu uległ autokar zespołu Hutnika, przez co mecz opóźnił się o 30minut przyp. red.). Oczywiście nikt nie jest nieskazitelny. Na szczęście w drugiej połowie chłopcy pokazali, że mają – przepraszam za słowa – po prostu jaja i doprowadzili do remisu. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy ten mecz spokojnie wygrać, bo mieliśmy zdecydowanie więcej sytuacji bramkowych niż Hutnik. Wprowadzenie Michała Stachurskiego było strzałem w dziesiątkę. Michał ciągle podkreśla mi, że jest zdrowy i w pełni gotowości po urazie, jednak ja też grałem ładnych parę lat w piłkę i wiem kiedy zawodnik jest gotowy, a kiedy nie. Michał jest kapitanem zespołu i zaciska zęby, ponieważ nie chce zostawiać drużyny, ale ryzykuje też swoim zdrowiem. Dzisiaj strzelił bramkę oraz miał jeszcze ze dwie-trzy sytuacje. Gdyby strzelił, to ten mecz prawdopodobnie wygralibyśmy. Chcę wrócić jeszcze do meczu z Hutnikiem: spotkania z zespołami krakowskimi, jak kiedyś mówiłem np. po meczu z Wisłą Kraków, czy z Garbarnią, nigdy nam nie leżały. W zeszłym sezonie dwa mecze z Hutnikiem przegraliśmy, szczególnie wyraźnie u siebie 2:0. Dzisiaj mój zespół w drugiej połowie stanął na wysokości zadania i doprowadził do remisu. W pierwszej połowie mieliśmy kilka szkolnych błędów. Dostaliśmy tzw. obuchem i przegrywamy 1:0, gdzie miało być zupełnie inaczej. To my mieliśmy prowadzić grę, to my mieliśmy zaskoczyć Hutnika i zdobyć jak najszybciej bramkę, którą to oni strzelili. Przy drugiej bramce chłopcy myśleli jeszcze o pierwszym golu – jak to się w ogóle stało, że go straciliśmy. Fakt faktem, że nie padałyby bramki, gdyby nie błędy. Piłka nożna jest grą błędów, jednak cały czas będę podkreślał, że sztuką jest z 0:2 podnieść się na 2:2. Odnośnie bramek, to do tej pory mieliśmy ich najmniej straconych w lidze. Teraz jesteśmy na drugim miejscu pod tym względem. Próbujemy jak możemy, walczymy jak możemy, co widać. Cieszę się, że te mecze mają swój smaczek, każdy jeden, który by nie był. Szkoda, że nie wszystkie są z happy endem. Gdyby z Porońcem, czy dziś z Hutnikiem były mecze zwycięskie, to bylibyśmy zdecydowanie wyżej w tabeli.