I ZespółKSZO

Wolania łatwa do ogrania

Kolejne zwycięstwo w dobrym stylu odnieśli piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Po trafieniach Marcina Grunta, Mateusza Mąki i Jakuba Kapsy pewnie ograli Wolanię Wola Rzędzińska 3:0 (1:0). Dla podopiecznych trenera Lasockiego był to już piąty ligowy mecz bez porażki z rzędu.

Spotkanie rozpoczęło się dla pomarańczowo-czarnych najlepiej, jak tylko mogło. Rzut wolny z około czterdziestu metrów egzekwował Mateusz Mąka, bramkarz Wolanii „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej Marcin Grunt i wbił ją do bramki. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, można powiedzieć, że bramka ustawiła mecz, choć może nie w taki sposób, w jaki wszyscy oczekiwali. Pomarańczowo-czarni zamiast strzelić drugiego gola i szybko wybić rywalowi nadzieję na korzystny wynik z głowy nieco stanęli. Załączyli tzw. „tryb ekonomiczny”, czy jak kto woli tryb oszczędzania energii i emocji w pierwszych 45 minutach było niewiele, co zresztą po spotkaniu wprost przyznał zdobywca pierwszego gola. Inna sprawa, że Wolania pokazała, że jej bilans z października nie jest dziełem przypadku i z taką grą jak dziś, podopieczni Grzegorza Tyla mogą mieć spore problemy z utrzymaniem się w III lidze. Podsumowaniem gry ekipy spod Tarnowa niech będzie fakt, że najlepszą sytuację, jaką sobie stworzyli to mocno niecelny strzał Artura Białego zza pola karnego. Śmiesznie było kilkanaście minut później, gdy Łukasz Wilk strzelił tak, że Michał Stachurski zdołał opanować piłkę w rogu boiska bez większego trudu. Publiczność ożywiała się sporadycznie, np. wtedy gdy do efektownych „nożyc” w polu karnym gości złożył się Jakub Kapsa, ale jego strzał w ostatniej chwili zdołał przyjąć na ciało lub gdy Erwin Nowik opanował piłkę w polu karnym, będąc jednak na spalonym. Groźnie zrobiło się po stracie w środkowej strefie boiska Marcina Grunta, ale gdy goście dotarli do naszego pola karnego sytuację wyjaśnił Nowik, czyszcząc ją lepiej niż robi to perfekcyjna pani domu.

Początek drugiej połowy mógł być jeszcze bardziej pioronujący niż pierwszej części spotkania. Więcej, to powinna być chyba najszybsza bramka dla KSZO zdobyta w drugiej połowie w historii. Piłkarze z Woli Rzędzińskiej myślami byli chyba jeszcze w szatni, gdy nasi zawodnicy rozegrali akcję w sposób podręcznikowy, z łatwością równą poziomowi początkujący w Fifie. Dokładnie osiem sekund od momentu wznowienia gry Kamil Dziadowicz miał nie stu- a dwustuprocentową sytuację do zdobycia gola. Czujecie to? Osiem(!) sekund. W grze komputerowej ciężko się wyrobić w takim czasie, a co dopiero w „realu”. Niestety, „Dziadek” fatalnie skiksował, a wielu kibicom zapewne przypomniał się ten oto filmik.

Po chwili miała miejsce kolejna sytuacja z gatunku tych, które śmiało mogłyby się znaleźć w filmach z cyklu „Piłkarskie jaja”. Po dograniu z prawej strony boiska piłki wzdłuż bramki Dawid Gardynik nie wiedział, którą nogą wbić piłkę z najbliższej odległości to bramki, w końcu zrobił to kolanem, ale trafił wprost w bramkarza. Obrońcy gości wybili piłkę i gdy wydawało się, że nic z tego już nie będzie, kapitalnym uderzeniem popisał się Mateusz Mąka i było 2:0. Tuż przed upływem pierwszego kwadransa drugiej połowy trzecią bramkę dla KSZO zdobył Jakub Kapsa i emocje tak naprawdę się skończyły. Warto docenić szczególnie fajny rajd Dziadowicza, który sprawił, że Kapsa miał bardzo proste zadanie.

W późniejszych fragmentach ostrowczanie dominowali i wynik mógł tak naprawdę być wyższy. Po kolejnej klepce z gatunku tych podręcznikowych okazję miał jeszcze Michał Stachurski, lecz jego uderzenie było niecelne. Później więcej emocji wzbudzali chyba goście, którzy „umilali” pobyt trąbieniem, dosłownie co chwila, mając przy tym taką radochę, jak małe dziecko podczas zabawy w ciuciubabkę.

Co poza tym? Kilka osób pewnie kapnęło się, że spotkanie ogląda także były zawodnik KSZO, wychowanek MKS KSZO-Junior Adrian Frańczak, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy. Wolania miała jeszcze okazję na gola honorowego, gdy tuż przed końcem spotkania kąśliwy strzał oddał Adrian Ślęzak, ale Konrad Zacharski przeniósł piłkę ponad poprzeczkę swojej bramki i ostatecznie skończyło się na 3:0.

Wolania zagrała słabiutkie spotkanie, równie słaby był chyba tylko Poprad, kiedy zresztą skończyło się identycznym wynikiem. Cieszy fakt, że KSZO potrafi zdominować rywala w spotkaniu u siebie, co w poprzednim sezonie było rzadkim widokiem, a w tym jest już normą. Cieszy też fakt, że już po raz czwarty w tym sezonie wygrywamy różnicą więcej niż dwóch bramek. Dla porównania, w całym poprzednim sezonie udało się to pomarańczowo-czarnym zaledwie raz. Kto na minus? Tym razem Kamil Dziadowicz, który rozegrał słabe spotkanie, notując sporo strat i niecelnych podań, a asysta przy bramce tylko nieznacznie poprawia jego ocenę. Bardzo dobre zawody zagrał z kolei Mateusz Mąka, który kilka razy wymusił faule tuż za polem karnym, a wisienką na torcie była druga bramka dla KSZO, którą zdobył. Ogółem jednak drużyna zdecydowanie na plus i oczekujemy na kontynuację takiego stanu rzeczy w Radoszycach. No i oczywiście w spotkaniu z Koroną, które już za 9 dni.

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Wolania Wola Rzędzińska 3:0 (1:0)

1:0 Marcin Grunt 6 minuta

2:0 Mateusz Mąka 51 minuta

3:0 Jakub Kapsa 59 minuta

KSZO: Zacharski – Stachurski, Nowik, Grunt, Sudy (64′ Kijanka) – Gardynik (62′ Sulima), Mąka, Czajkowski, Kapsa (78′ Gajewski), Dziadowicz – Kosowski (69′ Hołody).

Wolania: Wolania: Sołtyk -Szatko, Bortkowski, Tadel, SzostaI, Wilk, Adamowski (89. Majerczyk), Szczerba, Wilk (55. Tarczoń), Biały (80. Jurczyk), Szkotak.

Żółte kartki: Mąka, Sudy – Szosta.

Sędziował: Damian Gawęcki (Kielce)