Pewna wygrana na zakończenie jesieni
Nie było niespodzianki w zaległym spotkaniu 16. kolejki III ligi małopolsko-świętokrzyskiej. Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski pewnie pokonali ostatniego w tabeli Partyzanta Radoszyce 3:0 (1:0) i zimę spędzą na czwartym miejscu w ligowej tabeli.
Przed rozpoczęciem spotkania niewielu było takich, którzy dopuszczali do siebie myśl, że podopieczni Rafała Lasockiego go nie wygrają. Pytanie brzmiało bardziej: jak wysoko pokonają Partyzanta. I już od początku starcia było jasne, że to w tę stronę będzie zmierzać. Najpierw do ostrego starcia doszło w polu karnym drużyny gości, w którym ostro ucierpiał Kamil Dziadowicz, jednak prowadzący zawody Jacek Kubicki nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Chwilę później popis indywidualnych umiejętności zaprezentował Jakub Kapsa, jednak w końcowej fazie akcji zamiast ładować ile fabryka dała, zdecydował się na dogranie i ostatecznie sytuację wyjaśnili obrońcy gości. Błędu Kapsy nie popełnił jednak chwilę później Mateusz Mąka, który mając piłkę w okolicach linii środkowej boiska, ruszył na przebój urządzając sobie slalom pomiędzy graczami Partyzanta i strzelając zza pola karnego w długi róg bramki. Popek z Firmy śpiewał „Jak będę miał ochotę, zarymuję do tanga”, a w przypadku tej akcji wyglądało to tak, jakby Mąka chciał przekazać wszystkim wokół „Będę miał ochotę, to sam rozstrzygnę ten mecz”. Chwilę później Michał Kosowski, ni to wrzucał, ni to strzelał w pole karne i skończyło się to tym, że ani piłka nie wylądowała w świetle bramki, ani żaden z naszych zawodników do niej nie doszedł. KSZO dalej atakował, kapitalną sytuację miał Erwin Nowik, jednak po wstzelonej po rzucie rożnym w pole karne piłce z kilku metrów trafił głową wprost w bramkarza. Erwin mógł w tej sytuacji zrobić wszystko, oprócz tego, co zrobił. W pierwszej części spotkania więcej bramek już nie padło, choć trzeba sobie powiedzieć jasno, że zawodnicy Partyzanta pozwalali ostrowczanom na bardzo dużo. Raz dopomógł Daniel Chojnecki, który wypuścił piłkę z rąk po strzale z rzutu wolnego Mąki, gdy wydawało się, że ma ją już „w koszyczku”, ale obrońcy Partyzanta znów zażegnali niebezpieczeństwo. W tej części gry podopieczni Waldemara Szpiegi zapędzili się pod naszą bramkę w zasadzie tylko raz, jednak po dograniu z prawej strony boiska, sytuację wyczyścił Michał Stachurski.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy to średnia gra naszych zawodników, którzy zanotowali kilka głupich strat, przez co goście mogli poczuć promyk nadziei na to, że tego spotkania nie muszą jeszcze przegrać. Szczęścia próbował Sebastian Korczak, jeden z lepszych zawodników w zespole naszego dzisiejszego rywala, jednak uderzył niecelnie. Zanim to nastąpiło, kapitalną sytuację zmarnował Michał Kosowski, który po tym jak minął bramkarza gości trafił jedynie w boczną siatkę. Na szczęście „Kosa” zrehabilitował się kilka minut później, zachował się jak na rasowego napastnika przystało i z kilku metrów nie dał szans Chojneckiemu. Kilkanaście minut później swojego pierwszego ligowego gola zdobył Kamil Stawiarski. W pewnym sensie wyglądało to jak przy pierwszym golu – ładne uderzenie z dystansu i zachowanie obrońców Partyzanta, jakby zamierzali tworzyć scenografię do teledysku pt. „Przestrzeń”. Później na boisku, działo się już nieco mniej, ostrowczanie dążyli do zdobycia kolejnego gola, jednak bez przesadnej spiny i skończyło się na trzech bramkach różnicy. Wynik z pewnością jest zasłużony, nasi piłkarze mogli też to spotkanie wygrać wyżej, jednak momentami załączało się im trochę takie „slow motion” i w niektórych sytuacjach w zbyt prosty sposób tracili piłkę. Jednak na Partyzanta to w zupełności wystarczyło, bo też trzeba sobie powiedzieć jasno, że podopieczni Waldemara Szpiegi do tej III ligi nie bardzo pasują i ich ewentualne utrzymanie trzeba by traktować w kategoriach cudu. I fakt, że na wiosnę 11 z 17 spotkań zagrają u siebie nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia, bo z taką kadrą i z taką grą zdobycie tych 25-27 punktów jest tak samo realne, co – nie przymierzając – gra LZS Chrząstawa w europejskich pucharach.
Krótko mówiąc, szkoda, że to już koniec. Szkoda, bo przez praktycznie całą rundę oglądaliśmy dobrze funkcjonującą drużynę, która miała swój styl i w zdecydowanej większości spotkań konsekwentnie go realizowała. Teraz musi to potwierdzić na wiosnę, a runda wiosenna z racji aż dwunastu spotkań wyjazdowych, wydaje się być dużo cięższa niż ta, która właśnie się zakończyła. Nam pozostaje tylko czekać, a pole do popisu mają teraz prezes i trener Lasocki, którzy muszą pomyśleć o ewentualnych wzmocnieniach i o tym, których zawodników zostawić, a którym podziękować. Póki co, trzeba się chwilę nacieszyć tym co jest, bo to był naprawdę udany rok – KSZO licząc tabelę za cały 2014 rok zajął czwarte miejsce, a lepiej zaprezentowały się tylko: Granat, Soła i Wisła. Oby w kolejnych było równie dobrze, a może i nawet lepiej, czego z pewnością każdy sympatyk futbolu w naszym mieście by sobie życzył.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Partyzant Radoszyce 3:0 (1:0)
1:0 Mateusz Mąka 19 minuta
2:0 Michał Kosowski 62 minuta
3:0 Kamil Stawiarski 76 minuta
KSZO: Mech – Stachurski, Nowik, Grunt, Sudy (58′ Kijanka) – Kapsa, Sulima, Mąka (78′ Skwarliński), Gardynik, Dziadowicz (74′ Stawiarski) – Kosowski (66′ Czajkowski).
Partyzant (skład wyjściowy): Chojnecki – Miśtal, Poddębniak, Ubożak, Zagdan – Opara, Strzębski, Morgaś, Czarnecki, Szymkiewicz – Korczak.
Żółte kartki: Kosowski, Kapsa – Poddębniak, Korczak.
Sędziował: Jacek Kubicki (Kielce)
