Juniorzy wygrywają po dreszczowcu
Nie zwalniają tempa juniorzy starsi MKS KSZO-Junior Ostrowiec Świętokrzyski – podopieczni Waldemara Domagały pokonali dziś Jagiellonię Białystok 2:1 (1:1), a oba gole dla naszego zespołu zdobył Damian Mężyk.
Wszyscy, którzy pomimo niezbyt dobrej pogody, wybrali się dziś na Świętokrzyską, by kibicować naszym juniorom, nie mogli wychodzić niezadowoleni. Emocji i nagłych zwrotów akcji bowiem nie brakowało, szczególnie w końcówce, niczym w dobrym filmie. Ale po kolei. Początek był najgorszy z możliwych, bo goście pierwszą swoją dogodną sytuację zamienili na bramkę. Dośrodkowanie z prawej strony boiska Karola Buzuna wypluł przed siebie Jakub Kozłowski, a do piłki dopadł Kacper Piechniak, który pewnie pokonał naszego bramkarza. Po chwili mogło być 2:0, jednak Buzun uderzył niecelnie z narożnika pola karnego po piąstkowaniu Kozłowskiego. KSZO jednak odpowiedział bardzo szybko – po tym jak piłka „zeszła” jednemu z naszych zawodników i trafiła na lewą stronę boiska, płaskie dośrodkowanie Kamila Wochniaka wzdłuż pola karnego wykończył Damian Mężyk. W tej sytuacji nie popisała się defensywa gości, która źle zastawiła pułapkę ofsajdową. Kolejne minuty nie były już tak emocjonujące – pomarańczowo-czarni przyjęli rywali na własnej połowie, a Jagiellonia nie potrafiła ich zaskoczyć. Obie drużyny grały uważnie w defensywie, przez co brakowało dogodnych sytuacji do zdobycia gola. Goście próbowali indywidualnych akcji Emila Gajki, czy Piechniaka, jednak nie miały one szans na powodzenie.
Druga połowa mogła, a wręcz powinna rozpocząć się od prowadzenia KSZO. Znakomitym długim podaniem uruchomiony został Kamil Bełczowski, który przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, zwiódł obrońcę, ale mając przed sobą jedynie golkipera Jagiellonii uderzył obok bramki. W odpowiedzi akcja Gajki, niecelny strzał piłkarza Jagiellonii, lecz wcześniej był on zahaczany przez naszego obrońcę i sędzina wskazuje na jedenasty metr. Na nasze szczęście, Damian Dudała trafił w słupek. Później swoje szanse mieli i jedni i drudzy – Kewin Chaba stojąc kilka metrów przed bramką Karpieszuka powinien zapytać się bramkarza Jagiellonii w który róg strzelić, świetną okazję zmarnował także Mateusz Madej oraz ponownie Bełczowski, choć za drugim razem po rajdzie skrzydłem został nieco wygoniony do boku. Jednak Jagiellonia też nie sprawiała wrażenia zadowolonej z remisu. Goście mieli swoje okazje, jednak za każdym razem na posterunku był Jakub Kozłowski, a gdy Kacper Piechniak otrzymał piłkę, stojąc na dziesiątym metrze przed bramką, fatalnie spudłował. Pachniało więc mocno remisem, który dla pomarańczowo-czarnych byłby trzecim z rzędu i nie zmieniałby za wiele w ich sytuacji w ligowej tabeli. Na minutę przed końcem piłkę na prawej stronie otrzymał Bełczowski i sprytnie wywalczył rzut wolny. Do piłki podszedł Patryk Świrk i idealnie dośrodkował na głowę Mężyka, który precyzyjnym strzałem pokonał Karpieszuka. Ostatnie kilka minut to emocje sięgające zenitu – Jagiellonia nacierająca z wielką furią, ale też nie myśląca o defensywie, przez co byle wybicie piłki stwarzało okazję do groźnej kontry. Po jednej z nich drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką, ukarany został zawodnik gości i KSZO w ostatnich sekundach zyskał jeszcze przewagę liczebną. Ostatnie sekundy dłużyły się jednak niemiłosiernie i to dosłownie, bo pani sędzina nieco zagalopowała się z ilością dodatkowego czasu gry, kończąc mecz po dopiero po sześciu minutach od upływu dziewięćdziesiątej. Ławka rezerwowych i trener Domagała wychodzili przez ten czas z siebie, nie mogli wytrzymać, ale w końcu zabrzmiał ostatni gwizdek. Megaważne trzy punkty są nasze! Dla naszych juniorów jest to już szósty mecz z rzędu bez porażki i piąta wygrana w sezonie. Po raz pierwszy ogrywamy jednak drużynę ze ścisłej ligowej czołówki, bo Jagiellonia nawet mimo porażki nie spadnie z trzeciego miejsca, które zajmowała przed tą kolejką. Nasi piłkarze zbliżyli się na jeden punkt do znajdujących się nad kreską Stomilu Olsztyn i ŁKS Łódź oraz na dwa do dziesiątego Motoru Lublin, jednak wszyscy nasi rywale w walce o utrzymanie zagrają dopiero jutro.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że naszym zawodnikom należą się olbrzymie brawa. Dziś pokazali, że mogą zdobywać punkty z każdym rywalem, niezależnie od tego, które miejsce w tabeli zajmuje. Szkoda, że ten zespół nie odpalił aż tak, jeszcze kilka kolejek wcześniej, bo cały czas brakuje tych punktów, by wydostać się przynajmniej na to upragnione dwunaste miejsce. Ale po takim meczu jak dzisiejszy można z optymizmem patrzeć w przyszłość i mieć pewność, że pomarańczowo-czarni nie odpuszczą do samego końca. A całość ma szansę skończyć się powodzeniem i upragnionym utrzymaniem. Jednak za tydzień poprzeczka zawieszona zostanie jeszcze wyżej – jedziemy bowiem do Warszawy na mecz z Legią. Ale z drugiej strony, kto powiedział, że nie można tam wygrać? Możemy wszystko!
MKS KSZO-Junior Ostrowiec Świętokrzyski – Jagiellonia Białystok 2:1 (1:1)
0:1 Kacper Piechniak 7 minuta
1:1 Damian Mężyk 18 minuta
2:1 Damian Mężyk 89 minuta
MKS KSZO-Junior: Kozłowski – Jedlikowski P., Mężyk, Wochniak, Świrk, Jedlikowski J. (65′ Chaba), Niziołek (46′ Kwiatkowski), Wąs (90′ Zimoląg), Rutkowski, Bełczowski, Madej (90′ Mikosa).
Jagiellonia: Karpieszuk – Piechniak (80′ Plago), Grabowski, Dudała, Tomar (46′ Samluk), Prusaczyk, Buzun, Łupiński, Gajko, Dawidowicz (55′ Falon), Zińczuk (75′ Kondraciuk).
Żółte kartki: Wochniak, Kozłowski, Jedlikowski J., Świrk, Kwiatkowski – Grabowski, Buzun, Łupiński, Kondraciuk, Prusaczyk
Czerwona kartka: Dominik Prusaczyk (90 minuta, za drugą żółtą)
Waldemar Domagała: Jagiellonia, to oprócz Legii, chyba najlepszy zespół w naszej grupie, mająca paru zawodników, którzy grają w reprezentacjach Polski w różnych kategoriach wiekowych, zawodników, którzy już zadebiutowali w Ekstraklasie, natomiast myślę, że charakter młodzieży z Ostrowca widać było dziś na boisku i to bardzo cieszy. Pomimo że Jagiellonia grała cały czas piłką, to jednak nie zdobywała miejsca, w sytuacjach bramkowych, stuprocentowych, moim zdaniem o tą jedną bramkę byliśmy lepsi. Jagiellonia miała przewagę, natomiast z tej przewagi nic nie wynikało.
