I ZespółKSZO

Długa wyprawa w Tatry – zapowiedź spotkania Poroniec – KSZO

Jutro naszych piłkarzy czeka jeden z cięższych, a jednocześnie najdłuższy wyjazd w sezonie – pomarańczowo-czarni rywalizować będą z Porońcem Poronin.

Jutrzejsze spotkanie będzie pierwszym, które w rundzie wiosennej Poroniec zagra w Poroninie – tegoroczne mecze w roli gospodarza piłkarze z Podhala rozgrywali na stadionie im. Józefa Piłsudskiego w Nowym Targu. Z wyjątkiem meczu z Wisłą Sandomierz, Poroniec podejmował swoich rywali w Poroninie w rundzie jesiennej, natomiast w ubiegłym sezonie spotkania w roli gospodarza rozgrywał w Zakopanem, na stadionie Lekkoatletycznym COS OPO. Te zawirowania nie miały jednak większego wpływu na postawę tej drużyny w domowych spotkaniach – Poroniec ograł u siebie każdą drużynę z czołówki, z którą grał – Wisłę Sandomierz, Sołę Oświęcim, Granat Skarżysko-Kamienna i Garbarnię Kraków, aplikując im łącznie aż trzynaście bramek. Wyjazdowe zwycięstwo z Porońcem w meczu rozgrywanym w Nowym Targu odnieść zdołała jedynie Wolania, a jeden punkt z Poronina wywiozły Łysica i Czarni.

Z drugiej jednak strony, Poroniec nie ustrzegł się w obecnej kampanii poważnych wpadek, bo za takie z pewnością można uznać wspomnianą porażkę z Wolanią, czy inne przegrane mecze – z outsiderem z Radoszyc, 2:5 z Beskidem, czy 1:4 z Wisłą II. Czyli były zarówno spektakularne zwycięstwa, jak i spektakularne porażki. Te dwie pierwsze posadą przypłacił trener ekipy z Poronina – Marcin Manelski, którego tuż po Świętach Wielkanocnych zastąpił dobrze znany Przemysław Cecherz. Do drużyny z nazwiskami doszedł więc trener, który mimo 42 lat, ma sporo klubów w swoim CV.

Pierwszą poważniejszą szansę Cecherz dostał w sezonie 2007/08 w Hetmanie Zamość, kiedy ta drużyna rywalizowała m.in. z KSZO w „starej” III lidze. Zajęła wysokie drugie miejsce, jedynie za zdegradowanym z Ekstraklasy za korupcyjne grzechy Górnikiem Łęczna, co przy reorganizacji rozgrywek oznaczało awans do nowopowstającej II ligi. W Zamościu Cecherz miał okazję współpracować z takimi piłkarzami jak choćby Prejuce Nakoulma, Mateusz Prus, Rafał Misztal czy Tomasz Łuczywek, co oczywiście nie zmienia faktu, że wykręcił na Roztoczu dobry wynik. Nie pozostało to niezauważone. Już po rozpoczęciu kolejnego sezonu dostał szansę w I-ligowym Turze Turek, jednak wytrwał tam zaledwie niespełna siedem miesięcy. Czy zawiódł? Niekoniecznie, bo siedemnaście punktów w dwunastu meczach to o wiele lepiej niż wynosiła średnia z całego sezonu. Włodarze Tura mieli wtedy spore ciśnienie na wielką piłkę i – mówiąc kolokwialnie – trochę im się zaczęło palić w tyłku. Cztery mecze z rzędu bez wygranej i time to say goodbye. Widocznie liczono na efekt nowej miotły, ale ten nie zadziałał. Cecherz przejął zespół w strefie spadkowej, zostawił na dwunastym miejscu, ale koniec końców Tur pożegnał się z drugim poziomem rozgrywkowym.

O ile pracę trenera Cecherza w Turku można różnie oceniać, o tyle w sezonie 2009/10 w Stalowej Woli zawiódł na całej linii – pięć punktów w dziesięciu meczach sprawiło, że na Podkarpaciu nie wytrwał nawet trzech miesięcy. Co ciekawe, kilka tygodni wcześniej był na rozmowach w KSZO, który właśnie awansował do I ligi i poszukiwał szkoleniowca. Ostatecznie, jak pamiętamy, padło na Roberta Kasperczyka i chyba źle na tym nie wyszliśmy. Trener Cecherz zaś poszedł do Pruszkowa i tam było jeszcze gorzej niż w „Stalówce” – pięć meczów, pięć porażek i już po kilku tygodniach zluzował go Jacek Grembocki. Zarówno Znicz, jak i Stal spadły w tamtym sezonie z I ligi, co oznaczało, że obecny trener Porońca dokonał rzadkiego wyczynu, spuszczając w jednym sezonie dwie ekipy z tej samej klasy rozgrywkowej.

Choć znalazł się na zakręcie, to jednak w efektownym stylu wyszedł na prostą. Ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki zajął trzecie miejsce, awans do I ligi przegrywając z Wisłą Płock jedynie gorszym bilansem bezpośrednich spotkań, dokładając do tego awans do 1/16 finału Pucharu Polski. I powrócił do I ligi z lepszym skutkiem. Senator Kogut ściągnął go do Stróży, gdzie w pierwszym sezonie był nawet blisko wywalczenia miejsca premiowanego awansem, a w dwóch kolejnych pewnie utrzymał drużynę wśród pierwszoligowców, po czym ta odsprzedała licencję Limanovii Limanowa. Kolejnym przystankiem były Tychy. Z jego przyjściem do Górny Śląsk wiązano spore nadzieje, jednak ich nie spełnił. Po zaledwie czternastu kolejkach został zwolniony i trzeci spadek z I ligi w jego trenerskim CV wydaje się być całkiem realny. W Poroninie zaczął dobrze, bo od dziesięciu punktów w czterech meczach.

Nie da się ukryć, że trener Porońca to jedna z barwniejszych postaci w polskiej piłce – w 2006 roku awaryjnie został trenerem walczącego wówczas o utrzymanie w Ekstraklasie Górnika Zabrze. Drużynę czekał właśnie arcyważny mecz z Pogonią Szczecin. Drużynę rozbitą, po serii porażek. Zmotywował ją w niekonwencjonalny sposób – zdejmując ze ściany zdjęcie drużyny schodzącej z boiska ze spuszczonymi głowami i smutnymi minami i ciskając ją efektownie o podłogę. Szkło rozleciało się po całej szatni, a trener wzmacniając przekaz krzyczał jeszcze: „Koniec z porażkami!” Od dzisiaj jesteście zwycięzcami”. Podziałało, Górnik wygrał tamten mecz 2:1.

Część kibiców kojarzy jednak Cecherza przede wszystkim z inną przemową, w zupełnie innych okolicznościach – na konferencji prasowej po meczu I ligi z Olimpią Grudziądz, na której dosadnie wyraził się o pracy arbitra Marka Karkuta (od 5:30).

„Dlaczego nie widział? Bo jest słaby! Można przeklinać? Bo jest k… słaby! Albo tendencyjny!”

Piłkarski Klasyk You Tube’a. Na równi z Januszem Wójcikiem dissującym Fabiniaka, Rogerem Perejro, spodenkami Wasilewskiego, Szpakowskim czytającym irańskie nazwiska, Świerczewskim opowiadającym o jego niesamowitych kontaktach i wielu innych.

Cóż tu jednak ukrywać, ma Cecherz charyzmę, jaja i wali prosto z mostu. Sporo osób go za to ceni, bo lepszy taki trener niż ten, który posługuje się oklepanymi formułami, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala, że dopóki piłka w grze, że trzeba wyciągnąć wnioski i masa podobnych. Swojski w pozytywnym tego słowa znaczeniu, mający gdzieś konwenanse, któremu równie daleko do bycia ulubieńcem arbitrów, jak Popkowi z Firmy do disco-polo. Jest sobą, a to się po prostu ceni.

Jednak nasz rywal to nie tylko trener Cecherz – większe nazwiska grają na boisku. Już jesienią Poroniec miał galaktyczne wręcz nazwiska w składzie jak na czwarty poziom rozgrywkowy – Żurawski, Bartos czy Kmiecik, a teraz dorzucił do tego jeszcze byłego piłkarza m.in. Lechii Gdańsk i Cracovii – Pawła Nowaka oraz niegdyś najlepiej opłacanego zawodnika Polonii Bytom – Janusza Wolańskiego. Wiadomo, że wszyscy wyżej wymienieni są już po drugiej stronie rzeki, ale i tak ich doświadczenie na najwyższym poziomie rozgrywkowym robi wrażenie. I trudno się dziwić, że włodarze Porońca nie mogli wytrzymać, gdy drużyna z takimi zawodnikami w składzie przegrywała z Partyzantem czy Wolanią.

Nasi piłkarze, podobnie jak w ostatnim wyjazdowym starciu – z Sołą Oświęcim – nie są faworytami tego pojedynku. Faworytem są gospodarze, którzy pod wodzą trenera Cecherza wrócili na właściwe tory i wydaje się, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w kwestii walki o pierwsze miejsce w lidze. Co prawda, w Poroninie nie mają przesadnego parcia na awans, jednak jeśli nadarzy się okazja, to postarają się z niej skwapliwie skorzystać. Z drugiej jednak strony, pomarańczowo-czarni potrafili już wygrać w tym sezonie choćby w Oświęcimiu czy w Krakowie z rezerwami Wisły, tak więc przed wyprawą w Tatry nie można ich absolutnie skreślać. Ale o powtórkę z tych spotkań będzie niesamowicie ciężko.

Jutrzejsze spotkanie rozpocznie się o godzinie 17 na stadionie w Poroninie.

Zdjęcie: Sportowefakty.pl