I ZespółKSZO

Kapsa znów zapewnia wygraną

Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski pokonali Łysicę Bodzentyn 1:0 (0:0), kończąc tym samym rundę jesienną na drugim miejscu. Zwycięskiego gola dla pomarańczowo-czarnych, podobnie jak w meczu z Cracovią II, zdobył Jakub Kapsa.

Trzeba przyznać, że spotkania rozgrywane na Stadionie Miejskim przy sztucznym oświetleniu mają swój klimat, nieodłącznie kojarzący się z piłkarskim świętem. Łatkowski, Persona, Kardas, Szymoniak czy Dymanowski mogli przypomnieć sobie czasy, kiedy to jeszcze w barwach „starego” KSZO rywalizowali w I czy II lidze. Dzisiejszej potyczce daleko było do tego poziomu, ale pomimo niesprzyjającej aury inaczej odbierało się ten mecz inaczej niż gdyby był on grany przy świetle dziennym.

Pierwsze minuty to przewaga naszego zespołu, który od początku dość zdecydowanie ruszył na Łysicę. Niestety, przewaga ta nie została udokumentowana golem pomimo kilku dobrych okazji. W 6. minucie przed szansą stanął Kapsa, ale jego uderzenie odbił Tomasz Dymanowski, następnie dwukrotnie do dobrej pozycji strzeleckiej doszedł Stachurski, lecz za pierwszym razem główkował niecelnie, a za drugim gości uratowała poprzeczka. Jednak po jakimś czasie podopieczni Piotra Dejworka zorientowali się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i zaczęli coraz śmielej zapędzać się pod naszą bramkę, po raz pierwszy w tym sezonie strzeżoną przez Ołeksija Szrama. Goście starali się wykorzystywać przede wszystkim szybkość Mirosława Kalisty i Dominika Chrzanowskiego, którzy napsuli nieco krwi naszym defensorom. W 25. minucie po precyzyjnym dograniu z bocznej strefy boiska przez Piotra Dulębę, na wprost Szrama stanął Chrzanowski, ale chyba nieco przestraszył się swojej szansy, bo strzelił zdecydowanie za lekko.

Kolejne minuty upłynęły pod znakiem przewagi optycznej KSZO, z tym, że wynikało z niej bardzo niewiele. Bo co z tego, że utrzymywaliśmy się w posiadaniu piłki na połowie rywala, skoro nie miało to przełożenia na sytuacje bramkowe? Byliśmy zbyt przewidywalni i doświadczeni obrońcy Łysicy nie mieli problemów z „przeczytaniem” naszej gry. Pomarańczowo-czarni uparcie próbowali wrzucać piłki w pole karne gości, ale nie dawało to żadnego efektu. Do tego doszło kilka niecelnych prób z dystansu i publiczność zgromadzona przy Świętokrzyskiej nie doczekała się w pierwszej połowie bramek. Tuż przed końcowym gwizdkiem na bramkę Dymanowskiego z kilku metrów uderzał Kapsa, lecz nieczysto trafił w piłkę głową, a chwilę później soczysty strzał zza pola karnego Pawła Czajkowskiego na rzut rożny sparował golkiper Łysicy.

Początek drugiej połowy też nie był zbyt obiecujący, ale w końcu podopieczni Tadeusza Krawca dopięli swego. Pomarańczowo-czarni wyszli z kontrą i Jakub Kapsa po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zdecydował się na uderzenie z 25 metrów. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki obok zaskoczonego Dymanowskiego. Kilka minut później podwyższyć mógł Czajkowski, ale znów na posterunku był „Dyman”, który bez trudu wybił uderzenie naszego pomocnika.

Do końca spotkania staraliśmy się kontrolować boiskowe wydarzenia, lecz nie obyło się bez nerwówki. Po kiksie Marcina Grunta w sytuacji sam na sam ze Szramem znalazł się Kalista, lecz Ukrainiec spisał się bez zarzutu. To my byliśmy jednak bliżej zdobycia drugiej bramki, choć pomimo kilku wyjść w przewadze liczebnej, kończyło się jedynie na próbach uderzeń Nogaja czy wprowadzonego po przerwie Dziadowicza, które albo były niecelne, albo nie mogły sprawić większych problemów bramkarzowi Łysicy. Dopiero w doliczonym czasie gry, przed naprawdę dobrą okazją stanął Kapsa, którego uderzenie z kilku metrów nieznacznie minęło jednak bramkę Dymanowskiego.

Nie ma się co czarować, nie oglądaliśmy dziś porywającego meczu, choć należy pamiętać, że oba zespoły grały przecież swoje ostatnie ligowe spotkania w środę. Dodatkowo, było dziś widać, że zarówno KSZO, jak i Łysica, odczuwają już trudy tej przedłużonej rundy jesiennej, w której przyjdzie rozegrać im jeszcze dwa mecze. Jednak wynik jest już jak najbardziej sprawiedliwy, bowiem byliśmy o tę jedną bramkę lepsi. Łysica? Podopiecznym trenera Dejworka z pewnością nie można odmówić ambicji, ale dziś zaprezentowali chyba zbyt mało argumentów czysto piłkarskich, by wyjechać z Ostrowca przynajmniej z jednym punktem. Przede wszystkim, mieli zbyt mało atutów w ofensywie jak na rywalizację z liderem. Potwierdziło się, że zespół z Bodzentyna poza swoim stadionem nie jest już tak mocny. Co ciekawe, dzisiejszy mecz był czwartym z pięciu rozegranych pomiędzy tymi drużynami po awansie KSZO do III ligi, w którym gospodarze wygrywają w stosunku 1:0.

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Łysica Bodzentyn 1:0 (0:0)

1:0 Jakub Kapsa 56 minuta

KSZO: Szram – Stachurski, Grunt, Łatkowski, Persona – Kapsa, Mikołajek (66′ Mężyk), Mianowany (89′ Nowik), Nogaj, Bełczowski (70′ Dziadowicz) – Czajkowski.

Łysica: Dymanowski – Płusa, Kardas, Szymoniak, Kupczyk – Chrzanowski (84′ Ryba), Mularczyk, Maniara, Dulęba (75′ Fortuna), Kalista – Anduła.

Żółta kartka: Persona.

Sędziował: Damian Gawęcki (Bieliny)

Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w najbliższą sobotę – 21 listopada, kiedy to w arcyciekawie zapowiadającym się meczu podejmą Sołę Oświęcim. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13.