I ZespółKSZO

Derby dla KSZO!

Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski wygrali trzeci mecz z rzędu z rezerwami kieleckiej Korony – pomarańczowo-czarni zwyciężyli 4:1 (2:0), a łupem bramkowym podzielili się Adrian Gębalski i Damian Nogaj. Autorem honorowego trafienia dla gospodarzy był Michał Przybyła.

Spotkanie rozpoczęło się od jednej niezłej sytuacji dla każdej ze stron – najpierw niecelnie główkował Jakub Kotarzewski, a chwilę później po dograniu Adriana Gębalskiego uderzenie Pawła Czajkowskiego poszybowało ponad bramką gospodarzy. Kilka minut później ponownie dał o sobie znać najlepszy strzelec ostrowczan, decydując się na uderzenie z około 25 metrów. Piłka nieznacznie minęła bramkę Leonida Otczenaszenki.

W 18. minucie spotkania mogliśmy się cieszyć z pierwszego w tym spotkaniu gola – precyzyjne dogranie Radosława Mikołajka wykorzystał Adrian Gębalski, który strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy. KSZO jednak nie miał zamiaru na tym poprzestać – najpierw niecelnie główkował Gębalski, a po chwili było już 2:0. Równie ładnym, co zaskakującym strzałem z rzutu wolnego popisał się Damian Nogaj, a piłka prześlizgnęła się pod rękami Otczenaszenki i możemy śmiało napisać, że ten gol obciąża konto 17-letniego golkipera. W tym momencie graliśmy już z przewagą jednego zawodnika, bowiem w idiotyczny sposób swój zespół osłabił Bartosz Kwiecień. Zawodnik żółto-czerwonych najpierw biegł dobre 30 metrów, by w sytuacji drobnej przepychanki powiedzieć kilka słów Mateuszowi Mianowanemu, a następnie bezpardonowo potraktował Gębalskiego. Bezmyślność i zasłużony przedwczesny prysznic. Mecz na dobre „zabić” mógł Michał Stachurski, który po dośrodkowaniu Nogaja i zgraniu Gębalskiego znalazł się trzy metry przed kieleckim bramkarzem, ale uderzył zbyt lekko, sam chyba będąc zaskoczonym jak łatwo znalazł się w tak dobrej sytuacji. Okazję miał także Adrian Gębalski, ale po tym jak już minął Otczenaszenkę niedokładnie dograł w pole karne i kieleccy defensorzy zażegnali niebezpieczeństwu. Kilka ostatnich minut z lekkim wskazaniem na Koronę. Pomarańczowo-czarni nie atakowali już tak wysoko, starając się nieco bardziej wciągnąć żółto-czerwonych na własną połowę, jednak kielczanie nie sprawili większych kłopotów Szramowi.

Żółto-czerwoni długo nie wychodzili w przerwie z szatni, możemy tylko się domyśleć, co mówił swoim piłkarzom trener Bilski, ale na pewno nie były to miłe i ciepłe słowa. Częściowo poskutkowało, bo widać było, że gospodarzom zaczęło się chcieć. Swoje zrobiły też zmiany – bardzo pewnie w środku pola poczynał sobie reprezentant Łotwy Aleksandrs Fertovs, mocno pracował też Michał Przybyła, w odróżnieniu od bezbarwnych Kotarzewskiego i Laskowskiego. Po kwadransie kontaktowego gola zdobył Przybyła płaskim uderzeniem z kilku metrów, po tym jak ładnie znalazł się w polu karnym. Jednak podopieczni Tadeusza Krawca też nie dawali spokoju Otczenaszence – po dograniu Stachurskiego niecelnie z kilku metrów główkował aktywny dziś Czajkowski, a Klaudiuszowi Łatkowskiemu niewiele zabrakło, by zmieścił piłkę tuż przy słupku golkipera Korony, lecz ten nie dał się zaskoczyć. Korona mogła też wyrównać, gdy po dośrodkowaniu Paprockiego akcję strzałem z woleja kończył Stachura, ale na nasze szczęście uderzył nad poprzeczką bramki Szrama. Tyle, że pomarańczowo-czarni zmarnowali jeszcze lepszą okazję – Damian Nogaj po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów uderzył wprost w bramkarza Korony.

Gdy wydawało się, że Korona ma szansę na doprowadzenie do wyrównania, pomarańczowo-czarni z zimną krwią, niczym wytrawny pięściarz, posłali rywala na deski. Najpierw sytuacja podobna do tej z 18. minuty, tyle, że tym razem dośrodkowującym Dziadowicz, a uderzającym Nogaj, a po chwili bezmyślny faul Damiana Pietrasa na Nogaju w polu karnym na czwartą bramkę dla KSZO zamienił Gębalski. W ostatnich sekundach uderzenie Kamila Dziadowicza odbił jeszcze Otczenaszenko, a piłka trafiła w słupek i wróciła do bramkarza gospodarzy.

Wnioski? Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że zagraliśmy najlepszy mecz na wiosnę. W zasadzie każdego z naszych piłkarzy należałoby w tym miejscu pochwalić, bo każdy wykonał dziś sporo pracy, która w wymierny sposób przełożyła się na końcowy sukces. Pewni w defensywie Pietrasiak i Stachurski, rządzący w środku pola Mikołajek i Mianowany, kręcący rywalami niczym na karuzeli w parku Nogaj i wreszcie Gębalski, który zaskakująco łatwo znajdował się w sytuacjach bramkowych i tak naprawdę spokojnie mógł zakończyć dzisiejszy mecz z hat-trickiem. Przyczepić się można do głupiego faulu Mateusza Mianowanego, który w okolicy środka boiska złapał rywala w pół i mógł, podobnie jak Kwiecień, wylecieć z boiska i martwić może także fakt, że w kolejnym spotkaniu za kartki pauzował będzie Paweł Czajkowski. A Korona? Podopieczni trenera Bilskiego obudzili się dopiero po przerwie, jednak nie należy zapominać, że tacy Fertovs czy Przybyła zdecydowanie częściej występują w Ekstraklasie. Poza tą dwójką i ambitnym i walczącym za dwóch Andrzejem Paprockim pozostali zawodnicy prezentowali się bezbarwnie. Apatyczny, momentami pozorujący grę był Kanadyjczyk Trafford, niedokładnością raził Marković, a Sekulski w ogóle nie przypominał gościa, który w poprzednim sezonie strzelał w II lidze na potęgę. Jego proste błędy w przyjęciu czy strzał z drugiej połowy z rzutu wolnego kilka metrów ponad bramką Szrama zapewniły mu niezłą szyderę ze strony kieleckich kibiców. Kielecka młodzież (może z wyjątkiem Przybyły) też pokazała, że gra w Ekstraklasie jej póki co nie grozi i powinna się martwić o to, jak uniknąć spadku do IV ligi.

Korona II Kielce – KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 1:4 (0:2)

0:1 Adrian Gębalski 18 minuta

0:2 Damian Nogaj 29 minuta

1:2 Michał Przybyła 60 minuta

1:3 Damian Nogaj 84 minuta

1:4 Adrian Gębalski 86 minuta rzut karny

Korona II: Otczenaszenko – Mokrzycki, Kwiecień, Załęcki, Matulka – Kotarzewski (46′ Przybyła), Marković (69′ Stachura), Trafford (57′ Pietras), Laskowski (46′ Fertovs), Paprocki – Sekulski.

KSZO: Szram – Stachurski, Pietrasiak, Jagiełło, Łatkowski (78′ Kalista) – Jamróz (64′ Dziadowicz), Mianowany (55′ Mąka), Mikołajek, Nogaj, Czajkowski (78′ Sołtykiewicz) – Gębalski.

Żółte kartki: Fertovs, Przybyła, Załęcki, Kwiecień – Jamróz, Mianowany, Stachurski, Czajkowski.

Czerwona kartka: Bartosz Kwiecień (27 minuta, za drugą żółtą)

Sędziował: Michał Górka (Tarnów)

Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w najbliższą sobotę, kiedy to na Świętokrzyskiej podejmować będą Unię Tarnów. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 15:30.