I ZespółKSZO

Druga połowa przesądziła o zwycięstwie

Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski pokonali w dzisiejszym spotkaniu drużynę Sparty Kazimierza Wielka 4:1 (0:1) i umocnili się na drugim miejscu w ligowej tabeli. Gole dla pomarańczowo-czarnych zdobywali: Klaudiusz Łatkowski, Łukasz Jamróz, Damian Nogaj i Mirosław Kalista.

Spotkanie rozpoczęło się od minuty ciszy ku czci Łukasza Polita – niedawno zmarłego sympatyka naszego zespołu. Spoczywaj w pokoju Łukasz! Nasz zespół rozpoczął ten mecz nerwowo, momentami nawet bardzo nerwowo. Sporo było nieprzemyślanych podań, prostych strat, błędów w przyjęciu piłki, ogółem graliśmy zbyt chaotycznie, elektrycznie, brakowało kogoś, kto uspokoiłby grę, nadał jej właściwy rytm. Z każdą minutą nerwowość narastała, bowiem goście, choć potwierdzili dziś, że miejsce w tabeli odzwierciedla ich faktyczną siłę i potencjał, wyczuli, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Przewaga w posiadaniu piłki naszego zespołu przełożyła się na kilka szans, jednak ciężko mówić o tym, że były to sytuacje stuprocentowe. Najpierw dwukrotnie po uderzeniach Nogaja i Kalisty dobrze interweniował Michał Iliński, a następnie Stanisław Wierzgacz z trudem wybił na rzut rożny uderzenie Senegalczyka Pape Drame. W kolejnych minutach ostrowczanie mieli coraz większy problem z zagrożeniem bramce gości, jeśli nie liczyć niecelnej „piętki” Jamroza czy uderzenia głową Adriana Gębalskiego. Niestety, nasz napastnik musiał przedwcześnie zakończyć dzisiejszy mecz, a wydaje się, że także i cały sezon, bowiem doznał skręcenia stawu skokowego, co eliminuje go z kolejnych spotkań.

Tymczasem Sparta wyczuła szansę i zaczęła coraz częściej nękać Wierzgacza – najpierw nasz bramkarz nie bez kłopotów wybił na rzut rożny uderzenie z rzutu wolnego z 25 metrów Kamila Dziwiszewskiego, a następnie strzał głową Drame. Niestety, chwilę później zdaniem arbitra Dariusz Pietrasiak sfaulował w polu karnym napastnika gości, Mateusza Wołowskiego, a pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Drame. Po pierwszej połowie zapachniało więc sensacją.

Pomarańczowo-czarni drugą część spotkania zaczęli aż nazbyt spokojnie, bowiem po stracie w środku pola Mateusza Jagiełły, futbolówkę przejął Mateusz Wołowski, który popędził z nią na naszą bramkę. Na nasze szczęście napastnik Sparty fatalnie spudłował, co dosłownie kilkadziesiąt sekund później brutalnie się na naszych rywalach zemściło. Precyzyjna centra Nogaja z rzutu wolnego wprost na głowę Łatkowskiego, a nasz obrońca z około pięciu metrów doprowadza do wyrównania. Cztery minuty później kapitalną prostopadłą piłkę z głębi pola otrzymał Łukasz Jamróz, który uderzeniem w długi róg pokonał Ilińskiego. Losy spotkania rozstrzygnęły się po kolejnym golu – Damian Nogaj uderzył z około 30 metrów w środek bramki, jednak piłka dostała takiej rotacji, że bramkarz Sparty przepuścił ją pod rękoma.

Podopieczni Tadeusza Krawca na dobre złapali wiatr w żagle. Ten stres z pierwszej połowy uleciał, a zamienił się w sportową złość w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nasi piłkarze byli pobudzeni jak po dobrych energetykach –  nie było straconych piłek, była walka o każdy centymetr kwadratowy boiska, a do tego gra piłką, przez co obrona Sparty była raz po raz rozmontowywana. Tyle, że brakowało skuteczności. Uderzenie głową Bełczowskiego trafiło w słupek, techniczny strzał Nogaja z narożnika pola karnego został wybity końcówkami palców przez bramkarza gości, a piłka jeszcze prześlizgnęła się po poprzeczce, wreszcie po faulu na Mikołajku rzut karny fatalnie wykonał Czajkowski, uderzając wprost w bramkarza. Był jeszcze efektowny rajd naszego pomocnika, który minął trzech rywali, ale uderzył wysoko ponad bramką Ilińskiego. Wreszcie w doliczonym czasie gry wynik ustalił Mirosław Kalista, który z pewnością na tego gola zasłużył, bowiem był jednym z wyróżniających się piłkarzy dzisiejszego spotkania – jego rajdy, dryblingi, szybkość robiły obrońcom gości istny kołowrotek.

Podsumowując, pierwsza połowa słaba, druga znacznie lepsza, choć można gdybać, co by się stało, gdyby Mateusz Wołowski jeszcze przy stanie 0:1 miał nieco lepiej ustawiony celownik. Naprawdę mogłoby się skończyć bez punktów. Całe szczęście, że ta sytuacja otrzeźwiła nasz zespół, który dopiero od tego momentu na dobre zaczął pokazywać gościom, kto walczy o II ligę, a kto przywitał się już z IV ligą. Teraz pozostaje nam spoglądać na Sandomierz, gdzie jutro zagra lider – Garbarnia Kraków. Jeśli goście stracą punkty, możemy jeszcze marzyć o barażach. Jeśli nie, chyba trzeba będzie się pogodzić z grą w III lidze w kolejnym sezonie.

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Sparta Kazimierza Wielka 4:1 (0:1)

0:1 Pape Drame 36 minuta rzut karny

1:1 Klaudiusz Łatkowski 52 minuta

2:1 Łukasz Jamróz 56 minuta

3:1 Damian Nogaj 61 minuta

4:1 Mirosław Kalista 90+3 minuta

KSZO: Wierzgacz – Sołtykiewicz (79′ Mężyk), Pietrasiak, Jagiełło (55′ Czajkowski), Łatkowski – Kalista, Mikołajek (82′ Mąka), Mianowany, Nogaj, Jamróz – Gębalski (33′ Bełczowski).

Sparta: Iliński – Dziwiszewski, Marut, Kret, Poniedziałek – Adamczyk (77′ Łakota), Czajka, Wąż (74′ Łoś), Stępień (22′ Wołowski), Kawula – Drame.

Żółte kartki: Nogaj, Jamróz – Drame, Poniedziałek.

Sędziował: Jacek Kubicki (Kielce)

Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w najbliższą środę – 25 maja, kiedy to w Krakowie zmierzymy się z rezerwami Cracovii. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 17 na boisku przy ulicy Wielickiej.