Wypowiedzi po meczu KSZO – Unia
Łukasz Jamróz (napastnik KSZO): Cieszymy się bardzo z trzech punktów, bo w pierwszej połowie szybko straciliśmy dwie bramki, ale nie podłamaliśmy się i wierzyliśmy w to, że ten mecz możemy jeszcze wygrać. I z takim założeniem wyszliśmy na drugą połowę, udało nam się szybko strzelić bramki i myślę, że było to zwycięstwo zasłużone. Przy tej sytuacji z rzutem karnym miałem piłkę wyłożoną praktycznie do pustej bramki i kiedy próbowałem uderzyć obrońca mnie zahaczył. Według mnie karny ewidentny, powinna być czerwona kartka, nie wiem dlaczego sędzia w ogóle nie dał kartki, ale to nieistotne. Strzeliliśmy bramkę na 1:2, w drugiej połowie wyszliśmy jeszcze bardziej zdeterminowani, strzeliliśmy trzy bramki i wygraliśmy 4:2. Moim zdaniem drużyna Unii nie postawiła nam trudnych warunków, dwie stracone bramki były spowodowane naszymi błędami w obronie. Mogliśmy ich uniknąć, ale – tak jak mówię – udało nam się strzelić więcej bramek od Unii i z tego się cieszymy.
Klaudiusz Łatkowski (obrońca KSZO): To jest chyba naturalna reakcja każdego zespołu, że gdy jest się faworytem, gra się u siebie i traci się dwie bramki w tak krótkim okresie czasu, to trzeba starać szybko się podnieść. Poza tym przeprowadziliśmy dobre zmiany, ci zawodnicy, którzy weszli, dali nam naprawdę dużo, zagrali dobry mecz. Wbrew pozorom w szatni w przerwie nie było gorąco – konstruktywne uwagi, my też wiedzieliśmy, że ta bramka z karnego otworzy dla nas mecz, tylko kwestia cierpliwości, ponieważ najpierw na początku drugiej połowy trafiliśmy w słupek, ale później zdobywaliśmy już bramki.
Tadeusz Krawiec (trener KSZO): Ten mecz pokazał, że drużyna jest optymalnie przygotowana do rundy – ze stanu 0:2 „wyciągnęliśmy” na 4:2 i za to chłopakom należą się wielkie brawa. Myślę, że w każdym meczu są nerwy i nie jest to komfortowa sytuacja, gdy przegrywa się 0:2, ale przede wszystkim cieszy mnie to, że drużyna zareagowała pozytywnie, zarówno po pierwszej bramce jak i po przerwie. Myślę też, że zmiany, których dokonaliśmy wniosły troszeczkę więcej ożywienia i chyba nikt nie miał wątpliwości, że byliśmy drużyną lepszą i zasłużyliśmy na trzy punkty. Ja wbrew pozorom wcale jeszcze nie zaprzątam sobie głowy Arką, choć wiem, że to spotkanie elektryzuje cały Ostrowiec. Na ten moment dla mnie najważniejsze są mecze z Orlętami Radzyń Podlaski i Resovią, w których będziemy chcieli zdobyć komplet punktów, aby do tego meczu z Arką przystępować z pozycji lidera. Na pewno przydało się to, że nie było meczu w środę, bo zespół złapał trochę świeżości, można było jeszcze troszeczkę popracować nad motoryką. Dobrze się stało, że ten mecz się nie odbył, bo pierwsza drużyna Wisły miała akurat pauzę i kto wie, czy nie skorzystaliby z zawodników znajdujących się w kadrze pierwszej drużyny i byłoby ciężko o punkty. A tak, mieliśmy swego rodzaju handicap.
Daniel Bartkowski (trener Unii): W drugiej połowie coś się zacięło, bo w pierwszej uważam, że do samego końca było ok. Ta bramka na 1:2 była bardzo, bardzo niepotrzebna, dała wiary drużynie KSZO w to, że można tutaj osiągnąć dobry rezultat. Nie możemy sobie pozwolić na stratę bramki w momencie, gdy strzelamy na 2:0, to było kluczowe, tak przynajmniej mi się wydaje. Drugą połowę zaczęliśmy źle, dopuściliśmy do wielu stałych fragmentów gry, a wiemy jak KSZO jest groźne z tego elementu gry. Wiadomo, że KSZO nie grało meczu w środę, więc mogło mieć trochę więcej sił, jednak my też zrobiliśmy kilka zmian – czterech zawodników, którzy grało w środę było dzisiaj na ławce. Jednak oni musieli później wejść, możliwe, że byli nieco zmęczeni. Ciężkie mecze rozgrywaliśmy ostatnio, przede wszystkim na Podhalu Nowy Targ, gdzie na tej sztucznej, fatalnej murawie, w upale, naprawdę mnóstwo sił straciliśmy i może to jakoś zaprocentowało. Chcieliśmy bardzo, żeby Wisła się wycofała w czwartek, ale niestety wycofała się w poniedziałek (śmiech).
