I ZespółKSZO

Zwycięski powrót z dalekiej podróży

Podobnie jak w pucharowym spotkaniu z Rakowem Częstochowa nasi piłkarze zdołali odrobić dwubramkową stratę i rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść.

Pierwszy kwadrans, a w zasadzie pierwsze dwadzieścia minut dzisiejszego spotkania można by w zasadzie pominąć. Sporo strat na zasadzie biały do pomarańczowego, pomarańczowy do białego, momentami bezsensowna wybijanka z obu stron. Brakowało spokoju, pomysłu na grę, słowem: wszystkiego. Jakości piłkarskiej było tu na oko tyle co mięsa w parówkach.

Ale jak już się rozkręciło to na dobre – inna sprawa, że zaczęło się fatalnie, bo od koszmarnego błędu Stanisława Wierzgacza. Popularny „Ninja” źle obliczył lot piłki przy strzale/dośrodkowaniu Adriana Chłonia i praktycznie wrzucił ją sobie do bramki. Pomarańczowo-czarni mogli odpowiedzieć kilkadziesiąt sekund później, ale sytuację sam na sam zmarnował Bełczowski, a chwilę później po precyzyjnym dośrodkowaniu Rafała Gila celna główka Michała Stachurskiego nie zakończyła się bramką ze względu na podniesioną chorągiewkę sędziego asystenta. Niestety, zemściło się to za sprawą uderzenia głową Sebastiana Zawrzykraja, którego nasi obrońcy pozostawili bez opieki w naszym polu karnym.

Dwie minuty później było już jednak tylko 1:2 – Łukasz Jamróz przy próbie wykończenia akcji został sfaulowany przez jednego z obrońców gości, a rzut karny wykorzystał Klaudiusz Łatkowski. Do końca pierwszej połowy pomarańczowo-czarni prowadzili grę, ale poza przewagą w posiadaniu piłki niewiele z tego wynikało. Ba, prędzej to goście mogli podwyższyć rezultat, bowiem raz w sytuacji sam na sam świetnie interweniował Wierzgacz, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry nasz bramkarz odbił mocne uderzenie zza pola karnego Artura Hebdy. Nerwowo było też na ławce rezerwowych – zarówno II trener Krystian Kanarski, jak i Tadeusz Krawiec mieli sporo zastrzeżeń do pracy arbitra.

Po zmianie stron oglądaliśmy natarcie naszego zespołu – pomarańczowo-czarni zdołali kompletnie zdominować Unię, która przez większą część drugiej odsłony była zaskakująco bierna, pasywna. Jeśli goście liczyli, że głębokie cofnięcie się wystarczy, by dowieźć jednobramkowe prowadzenie do końca, to byli w grubym błędzie. Inna sprawa, że KSZO w przeciwieństwie do Unii pauzował w środowej kolejce, co – nie oszukujmy się – było po zmianie stron również widoczne.

Pierwszą okazję zmarnował Łukasz Jamróz, którego główka po dośrodkowaniu z lewej strony Łatkowskiego trafiła w słupek. Kilka minut później nasz napastnik skiksował po piąstkowaniu golkipera Unii Bartłomieja Banka. Ale upór i konsekwencja podopiecznych Tadeusza Krawca się opłaciła – precyzyjne dogranie Burzyńskiego wykończył celnym uderzeniem głową Michał Pazdan Stachurski. Piłka jeszcze odbiła się od słupka, tak więc golkiper biało-niebieskich nie miał szans, by ją wyciągnąć.

Pomarańczowo-czarnych remis jednak nie satysfakcjonował. Trzecią bramkę zdobył ładnym uderzeniem zza pola karnego Jakub Kapsa, który wrzucił piłkę bramkarzowi Unii nieco za kołnierz. Chwilę później Burzyński uderzył z pięciu metrów głową wprost w bramkarza gości, ale kilka minut później precyzyjnie dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Jamroza, który po kilku wcześniejszych nieudanych próbach w końcu dopiął swego. Ostatnie minuty to już spokojna kontrola boiskowych wydarzeń przez nas zespół, choć trzeba też oddać gościom, że raz byli bliscy zmniejszenia rozmiarów porażki po tym, jak jeden z ich piłkarzy trafił w słupek. Bliski powodzenia był także bardzo aktywny dziś Rafał Gil, ale po jego indywidualnej akcji i minięciu dwóch obrońców Unii, piłka nieznacznie minęła bramkę Banka.

Z pewnością rudowłosy pomocnik był jednym z piłkarzy, których ewidentnie trzeba po dzisiejszym spotkaniu wyróżnić. Szybki, dynamiczny, bardzo aktywny, biorący na siebie grę, wszędzie go było pełno. Można powiedzieć, że dzięki niemu praktycznie nie odczuliśmy tego, że na lewym skrzydle w naszym zespole brakowało dziś Damiana Nogaja. Dwie asysty Fabiana Burzyńskiego też wydatnie pomogły w zwycięstwie, choć dało się odnieść wrażenie, że 21-letni pomocnik grał dziś dość bojaźliwie, w pierwszej połowie będąc praktycznie niewidocznym na boisku. Momentami obok Mateusza Mianowanego brakowało takiego kreatora gry z prawdziwego zdarzenia, kogoś, kto potrafiłby popisać się dokładnym prostopadłym podaniem, rozegraniem akcji. Druga linia nie była dziś najsilniejszym punktem zespołu, zbyt często nasza gra opierała się na indywidualnych akcjach Usaina Bolta Gila. Suma summarum, jednak brawa za charakter, upór, konsekwencję, serducho do gry i już czwarte zwycięstwo w sezonie. Tak trzymać Panowie!

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Unia Tarnów 4:2 (1:2)

0:1 Adrian Chłoń 22 minuta

0:2 Sebastian Zawrzykraj 27 minuta

1:2 Klaudiusz Łatkowski 29 minuta rzut karny

2:2 Michał Stachurski 60 minuta

3:2 Jakub Kapsa 70 minuta

4:2 Łukasz Jamróz 77 minuta

KSZO: Wierzgacz – Stachurski, Pietrasiak, Sołtykiewicz (46′ Mężyk), Łatkowski – Bełczowski (46′ Grunt), Burzyński (87′ Madej), Mianowany, Gil, Kapsa – Jamróz (88′ Czajkowski).

Unia: Banek – Więcek, Bartkowski, Pawlak, Węgrzyn – Chłoń (73′ Lubera), Tyl (65′ Sojda), Witek, Hebda (54′ Wrzosek), Zawrzykraj (85′ Niemiec) – Biały.

Żółte kartki: Kapsa, Grunt – Tyl, Wrzosek.

Sędziował: Rafał Sawicki (Tarnobrzeg)

Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w niedzielę – 11 września, kiedy to w Radzyniu Podlaskim zmierzą się z beniaminkiem – ekipą Orląt. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 16.