I ZespółIII ligaKSZOsezon 2025/26

Finał jest nasz – relacja z meczu KSZO – Wikęd

KSZO Ostrowiec nie zwalnia tempa. Nasi piłkarze zrobili kolejny krok w kierunku awansu do II ligi, pokonując w półfinale baraży wicemistrza III ligi gr. II Wikęd Luzino 2:1 (0:1) i już w sobotę czeka ich pierwsze finałowe starcie z Resovią.

Spotkania o takim ciężarze gatunkowym nie było w Ostrowcu już dawno, dlatego też nie może dziwić fakt, że pomarańczowo-czarni potrzebowali trochę czasu do tego, żeby się rozpędzić, żeby dobrze wejść w mecz, żeby zespół zaczął funkcjonować jak dobrze naoliwiona maszyna. Natomiast trzeba też jasno zaznaczyć, że pierwsza połowa meczu była w naszym wykonaniu niezła, widać było przewagę optyczną naszego zespołu, jego wyższą kulturę gry, lecz po jej zakończeniu nie zgadzała się jedna rzecz. Bardzo ważna. Najważniejsza. Czyli wynik.

To goście otworzyli bowiem wynik spotkania. Kompletnie niepilnowany w naszym polu karnym był najlepszy strzelec drużyny z Kaszub, czyli Filip Sosnowski, który po bardzo przytomnym dograniu od Nikodema Kitowskiego skierował piłkę do bramki, zdobywając swojego piętnastego gola w tym sezonie. Na szczęście – jak się później miało okazać – ostatniego. Piłkarze KSZO dostali już chwilę wcześniej ostrzeżenie, kiedy to po kombinacyjnej akcji niecelnie zza pola karnego uderzył były gracz Staru Starachowice, Michał Karlikowski, lecz to nie poskutkowało.

Wcześniej na listę strzelców w zespole gospodarzy mógł się wpisać nie kto inny jak Maksim Horzhui. Ukrainiec, który toczył sporo zaciętych pojedynków z Kitowskim, tym razem poradził sobie z dwoma zawodnikami rywali, następnie zaś ładnie „dokręcił” piłkę przy uderzeniu zza pola karnego, ale trafił tylko w słupek. Pomarańczowo-czarni mogli też odpowiedzieć tuż przed przerwą, ale uderzenie zza pola karnego Mateusza Nowaka obronił Marcin Staniszewski, a kilkanaście sekund wcześniej po akcji skrzydłem i dograniu z boku boiska piłki nie sięgnął ani Yevheniy Belych ani Damian Lepiarz. Około pięć tysięcy kibiców gospodarzy zgromadzonych dziś na trybunach Stadionu Miejskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim musiało więc mieć nadzieję, że ostatniej tradycji stanie się zadość i KSZO zaliczy lepszą drugą połowę, zwłaszcza pod względem wyniku.

Tyle, że zaczęło się od naprawdę poważnego ostrzeżenia ze strony gości. Najpierw przy uderzeniu zza pola karnego Roberta Ziętarskiego wykazać musiał się Bartosz Klebaniuk, a następnie bardzo nieznacznie pomylił się były gracz m.in. Lecha Poznań, czyli Piotr Kurbiel, który mógł wykorzystać mierzone dośrodkowanie od Karlikowskiego.

W końcu jednak ostrowczanie zaczęli kąsać coraz mocniej. Pierwszym ostrzeżeniem była szansa Sebastiana Goca, który jednak nieznacznie pomylił się przy podcince. Docenić w tej sytuacji trzeba również przytomne zagranie od Lepiarza, który świetnie dostrzegł podłączającego się do akcji wahadłowego KSZO. Goście próbowali wybijać nasz zespół z rytmu, zwalniać grę, czy – mówiąc wprost – dość perfidnie kraść cenne sekundy, natomiast siła ofensywna naszego zespołu była dziś zbyt duża, żeby miał on skończyć z zerowym dorobkiem strzeleckim. W końcu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zagraniu ręką jednego z zawodników gości, prowadzący dzisiejsze spotkanie Patryk Świerczek nie zawahał się ani przez moment i podyktował jedenastkę. Po raz kolejny olbrzymie cojones pokazał Piotr Łazarz, który podobnie jak w sobotnim starciu przeciwko Sparcie Kazimierza Wielka w kluczowym momencie podszedł do ustawionej na jedenastym metrze piłki i umieścił ją w siatce. KSZO wrócił do meczu, KSZO zyskał kolejne życie.

Podopieczni trenera Łukasza Tarkowskiego czuli, że rywal jest w tym momencie niczym słaniający się na nogach pięściarz, próbujący dotrwać do końca rundy. Dlatego chcieli wykorzystać sytuację i dobić rywala, co zresztą udało im się bardzo szybko. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Jarosława Lisa wykończył Robert Ziętarski, który strzałem głową pokonał Staniszewskiego. Ostrowiec był w euforii.

Goście nie mieli dziś wielu argumentów czysto piłkarskich, żeby przeciwstawić się naszym piłkarzom. Doceniamy 76 punktów zdobytych w sezonie zasadniczym, pokonanie m.in. Elany Toruń czy Polonii Środa Wielkopolska, natomiast fakty są takie, że podopieczni Macieja Plińskiego największe zagrożenie stwarzali dziś głównie po dośrodkowaniach i długich wrzutach z autu, po których piłka również była zgrywana głową. Kilku zawodników Wikędu dysponowało świetnymi warunkami fizycznymi, co goście starali się wykorzystać. Kilka razy zrobiło się przez to groźniej pod naszym polem karnym, gdzie w ostatnich sekundach zawędrował nawet Staniszewski, lecz nasi piłkarze zawsze byli szybsi, grając niezwykle ofiarnie i walecznie. Najlepszym tego przykładem jest sytuacja, w której Jakub Górski zderzył się z Horzhuiem, co skończyło się dłuższą przerwą w grze i wizytą służb medycznych. Mamy nadzieję, że Kubie nic poważniejszego się w tej sytuacji nie stało.

Pomarańczowo-czarni mieli jeszcze dwie dobre okazje na zamknięcie meczu. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry piłka po szybkim wrzucie z autu trafiła do Dawida Kroczka, który jednak uderzył zbyt lekko, a kilka minut wcześniej żadnemu z naszych piłkarzy nie udało się domknąć dośrodkowania od Horzhuia.

Jednak wynik końcowy już się nie zmienił i to KSZO melduje się w finale baraży, gdzie zmierzy się z 13. drużyną II ligi, czyli Resovią. KSZO wygrał zasłużenie, widać było, że goście nie mieli zbyt wielu okazji do rywalizacji przy tak licznej publiczności, która dziś poniosła ostrowczan do wygranej. Już za trzy dni kolejne sportowe emocje, poprzeczka wędruje jeszcze wyżej, natomiast nasi piłkarze pokazali już, że nie należy ich absolutnie skreślać. Panowie, wierzymy, że pokonacie także tą najtrudniejszą, ostatnią przeszkodę. Macie od nas pełne wsparcie w walce o II ligę. Ostrowiec na nią po prostu zasługuje.

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Wikęd Luzino 2:1 (0:1)

0:1 Filip Sosnowski 35 minuta

1:1 Piotr Łazarz 63 minuta rzut karny

2:1 Robert Ziętarski 70 minuta bramka samobójcza

KSZO: Klebaniuk – Marcinkowski, Łazarz, Lis – Goc (59′ Kroczek), P. Czajkowski, Nowak (89′ P. Lisowski), Horzhui – D. Lisowski (79′ Górski), Belych (79′ Zięba) – Lepiarz.

Wikęd: Staniszewski – Kitowski (70’ Kankowski), Kostuch, Weremko, Karlikowski – Pawłowski, Szałecki, Ziętarski, Kurbiel (86′ Skurat) – Koniuszy (70’ Konkol), Sosnowski (74′ Krefft).

Żółte kartki: Czajkowski – Weremko, Ziętarski.

Sędziował: Patryk Świerczek (Brzesko)