Niedosyt – relacja z meczu KSZO – Resovia
W rozegranym wczoraj pierwszym spotkaniu finału baraży o awans do Betclic II ligi piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski przegrali z Resovią 0:1 (0:1), a zwycięskiego gola dla gości zdobył Mateusz Czyżycki. Resovia kończyła mecz w osłabieniu po czerwonej kartce dla Patryka Romanowskiego.
Spotkania o takim ciężarze gatunkowym nie było w Ostrowcu naprawdę dawno. Co prawda w najnowszej historii KSZO mieliśmy starcia w Pucharze Polski z drużynami z Ekstraklasy, czy I ligi, niekiedy nawet zwycięskie, natomiast czym innym jest rywalizacja pucharowa, a czym innym walka o powrót na szczebel ogólnopolski, gdzie swoją piłkarską wartość trzeba udowadniać regularnie, co tydzień.
W opinii wielu ekspertów goście nie zasłużyli na grę w barażach o utrzymanie. Podopieczni Kamila Kuzery w ostatniej ligowej kolejce stracili dwa punkty już w doliczonym czasie gry, a wcześniej nie potrafili też dowieźć do końcowego gwizdka prowadzenia w meczach z Podbeskidziem czy Stalą Stalowa Wola, co sprawiło, że spadli na miejsce barażowe kosztem Świtu Szczecin, z którym mieli lepszy bilans bezpośrednich spotkań.
I tą piłkarską jakość, spokój, opanowanie, było dziś widać na boisku. Goście spokojnie weszli w mecz, nie rzucając się od razu do ataku, lecz starając się umiejętnie wyczuć nasz zespół, a gdy trzeba było umiejętnie przyspieszając grę i tworząc dogodne sytuacje. Jako pierwszy formę Bartosza Klebaniuka sprawdził Adrian Małachowski, już w 2. minucie meczu oddając soczyste uderzenie zza pola karnego, z którym jednak bez większych problemów poradził sobie nasz bramkarz. Lecz było to zapowiedzią tego, że poprzeczka powędruje dziś znacznie wyżej aniżeli w starciu z Wikędem, czy meczach ligowych.
Pomarańczowo-czarni potrafili się jednak tej piłkarskiej jakości nieźle przeciwstawić. Co prawda taki Maksym Horzhui mógł sobie pozwolić na znacznie mniej niż we wcześniejszych meczach, ale i tak dał się we znaki obrońcom Resovii. Pierwszą groźniejszą akcją była wymiana piłki w trójkącie Yevheniy Belych – Mateusz Nowak – Maksym Horzhui, po której Dawid Kroczek uderzył niecelnie z ostrego kąta na bramkę Mikołaja Kwiatka. Później jeszcze Belych spróbował z dystansu, ale nie trafił czysto w piłkę. Odpowiedź gości była już groźniejsza. Dawid Bałdyga świetnie odnalazł się w naszym polu karnym po podaniu z głębi pola i choć jego strzał został zablokowany, to przy dobitce Bartosza Graszy mieliśmy sporo szczęścia, że piłka finalnie zatrzymała się w nogach Klebaniuka. Później nasz bramkarz interweniował jeszcze skutecznie po uderzeniu Bałdygi, z kolei Kwiatek wygrał pojedynek z Kroczkiem. Rzeszowianie odpowiedzieli za sprawą kąśliwego uderzenia z rzutu wolnego autorstwa Patryka Romanowskiego wybronionego przez Klebaniuka, gdzie chwilę wcześniej faulowany był wychowanek KSZO, Bartosz Zimnicki.
I gdy wydawało się, że pierwsza część gry zakończy się – co prawda ze wskazaniem na Resovię – ale jednak remisem, to rzeszowianie zadali decydujący cios. Nasi obrońcy zbyt krótko wybili piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a ta trafiła wprost na nogę Mateusza Czyżyckiego. Były gracz m.in. Warty Poznań i Korony Kielce przymierzył idealnie, a piłka po odbiciu od słupka wpadła do siatki obok bezradnego Klebaniuka. Chwilę później arbiter zaprosił piłkarzy na przerwę.
Optymistyczni kibice liczyli zapewne na to, że po przerwie piłkarze KSZO potwierdzą, że rozgrywają lepsze drugie połowy, natomiast ci bardziej realistyczni zdawali sobie sprawę, że rywal jest dziś znacznie silniejszy i znacznie lepiej zorganizowany. Po takich zawodnikach jak wspomniani wcześniej Małachowski, Bałdyga, Czyżycki czy Gracjan Jaroch widać było piłkarską jakość, opanowanie, dziesiątki spotkań rozegranych na poziomie centralnym. Wiedzieli kiedy przyspieszyć grę, kiedy zwolnić, kiedy podkręcić tempo, ale też kiedy wybić przeciwnika z rytmu. KSZO wciąż uczy się spotkań o takim ciężarze gatunkowym, w których wynik często determinowany jest przez pojedyncze błędy czy niewykorzystane sytuacje.
Podopieczni Łukasza Tarkowskiego z pewnością wyszli na drugą połowę meczu z założeniem, żeby nie pozwolić „rozbujać się” przeciwnikowi, a już na pewno nie pozwolić im na zdobycie drugiego gola. To się nie stało, ale w dużej mierze dzięki temu, że w naszej bramce mamy takiego fachowca jak Klebaniuk, który w fantastyczny, instynktowny sposób zatrzymał główkę jednego z graczy gości po uprzednim zgraniu Bałdygi. Pomarańczowo-czarnym nie można było odmówić chęci, ambicji, ale bardzo ciężko było im odebrać piłkę rzeszowianom i tym samym zyskać przewagę w środku pola.
To się jednak zmieniło za sprawą czerwonej kartki dla Patryka Romanowskiego, który w nieprzepisowy sposób powstrzymywał wychodzącego na czystą pozycję Dawida Kroczka. Prowadzący dzisiejsze zawody Sebastian Krasny nie miał wątpliwości i ukarał zawodnika gości drugim napomnieniem. Ostrowczanie zyskali wiarę, że niekorzystny wynik da się odwrócić i na dobre zdominowali rzeszowian, którzy w coraz mniejszym stopniu byli w stanie bronić się piłkarską jakością.
Szturm na bramkę Kwiatka nie zakończył się jednak powodzeniem. Niecelna główka Bartosza Waleńcika po dograniu z rzutu wolnego od Jarosława Lisa (dziś w roli kapitana zespołu), obronione przez bramkarza gości uderzenia Dawida Lisowskiego, Maksyma Horzhuia i Jakuba Górskiego, a także zablokowane uderzenie Mateusza Nowaka nie zmieniły rezultatu. Minimalnie pomylił się również Lisowski i w doliczonym czasie gry to rzeszowianie wciąż mieli bardzo korzystny ze swojej perspektywy wynik. Tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra najlepszą sytuację do wyrównania zmarnował Damian Lepiarz, którego sytuacyjne uderzenie z kilku metrów zatrzymało się na słupku. Kilkanaście sekund później stało się jasnym, że ostrowczanie będą musieli w Rzeszowie odrabiać straty.
Gospodarze nie zagrali złych zawodów, lecz przekonali się na własne oczy, jaka jest różnica między III a II ligą i jak niewielki jest margines błędu w starciu z drużyną ze szczebla centralnego. Czego zabrakło? Co oczywiste, skuteczności, ale i spokoju, opanowania pod bramką rywala, lepszej finalizacji w postaci choćby czystego, silnego strzału będąc już w polu karnym. Resovia pokazała, że nie zasłużyła na spadek z II ligi, prezentując wyższą kulturę gry, natomiast KSZO nie stoi w rewanżu na straconej pozycji. Przy lepszej skuteczności możemy jechać do Rzeszowa z wiarą w to, że da się odwrócić losy tego dwumeczu. Resovia jest absolutnie do ugryzienia, natomiast trzeba zagrać absolutnie najlepiej, jak potrafimy, konsekwentnie w defensywie i skutecznie w ataku. Z wiarą w sukces, ofensywnie, ale i dojrzale, pragmatycznie. Panowie, cały czas w Was wierzymy, to jest do zrobienia, II liga wciąż jest na wyciągnięcie ręki.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Resovia 0:1 (0:1)
0:1 Mateusz Czyżycki 44 minuta
KSZO: Klebaniuk – Marcinkowski, Waleńcik (79’ Majewski), Lis – Morys (68’ D. Lisowski), Łazarz, Nowak, Horzhui – Kroczek (68’ Zięba), Belych (78’ Górski) – Lepiarz.
Resovia: Kwiatek – Zimnicki, Geniec, Banach, Romanowski, Grasza (61’ Ciszewski, 77’ Jokel) – Czyżycki (70’ Dantoni), Letniowski (70’ Rębisz), Małachowski, Jaroch – Bałdyga.
Żółte kartki: Marcinkowski, Kroczek – Grasza, Czyżycki, Romanowski
Czerwona kartka: Patryk Romanowski (65. minuta, Resovia, za drugą żółtą)
Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków)
Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 9 czerwca o godz. 19:00 na Stadionie Miejskim w Rzeszowie.
