KSZO jedzie do outsidera

Zdecydowanie najsłabsza w ligowej tabeli drużyna Beskidu Andrychów będzie kolejnym rywalem KSZO w walce o trzecioligowe punkty.

Napisać, że nasz rywal prezentuje się w tym sezonie słabo byłoby zwyczajnie niedopowiedzeniem. Beskid jest aktualnie najsłabszym zespołem nie tylko spośród drużyn z III ligi małopolsko-świętokrzyskiej, ale i  wszystkich drużyn występujących na czwartym poziomie rozgrywkowym w obecnym sezonie. A także jedyną oprócz LZS Piotrówka, która jeszcze nie zaznała smaku zwycięstwa. Cały dotychczasowy dorobek podopiecznych Edwarda Wandzela to zaledwie dwa zdobyte punkty – jeden zdobyty jeszcze w sierpniu ubiegłego roku w inauguracyjnym starciu przeciwko przedostatniej Wolanii Wola Rzędzińska, a drugi w październiku w Muszynie. Jakby tego było mało, w przerwie zimowej odeszło z drużyny trzech najlepszych zawodników – do Wisły Sandomierz przeszedł Maciej Stróżak, który w 2015 roku zaliczył trzynaście ligowych trafień dla zespołu z Andrychowa, zaś do IV-ligowego Halniaka Maków Podhalański jedna z klubowych ikon, były reprezentant Polski, Tomasz Moskała, a także 22-letni pomocnik Radosław Karcz, który zdecydował się na wyjazd za granicę. Oprócz wyżej wymienionej trójki, odeszło jeszcze kilku innych podstawowych zawodników, łącznie jedenastu. W ich miejsce starano się pozyskać godnych następców, ale nazwiska ściągniętych piłkarzy nie powalają na kolana. Do biało-czerwonych przyszedł m.in. obrońca Porońca Poronin Przemysław Senderski, defensor IV-ligowego Ruchu Radzionków Krzysztof Dębski, 19-letni Mateusz Poznański z rezerw Cracovii plus kilku zawodników z niższych lig oraz juniorów. Nie ma się co czarować: Beskid zdaje sobie sprawę, że nie ma najmniejszych szans na utrzymanie i będzie starał się o to, by spadek do IV ligi był możliwie jak najmniej bolesny.

Jakby mało było problemów w sferze sportowej, od pewnego czasu trwa konflikt pomiędzy najwierniejszymi sympatykami klubu z Andrychowa a zarządem, na którego czele stoi prezes Krzysztof Kokoszka. Czego dotyczą zarzuty ze strony sympatyków Beskidu? Przede wszystkim braku szacunku wobec ludzi zasłużonych dla Beskidu, fatalnej frekwencji oraz braku jakichkolwiek działań mających na celu przyciągnięcie kibiców na stadion przy ulicy Kościuszki, nietransparentnej polityki finansowej, a także roztrwonienia działalności tzw. “Klubu 100”. Jednak fanatykom Beskidu nie przeszkadza to w byciu jedną z najlepszych ekip kibicowskich naszej ligi.

W rundzie jesiennej Beskid zdobył dziesięć bramek w rozgrywkach ligowych, jednak strzelców dziewięciu z nich już w klubie nie ma. Został jedynie pomocnik Szymon Wandzel, który pokonał w listopadowym spotkaniu bramkarza Unii Tarnów.  W obecnej kadrze zespołu ciężko wskazać  kogoś, kto mógłby poprowadzić drużynę do podreperowania fatalnego dorobku punktowego, bowiem ta w zasadzie dopiero się zgrywa. Przez pewien czas były wątpliwości dotyczące tego, czy klub z Andrychowa w ogóle przystąpi do rundy wiosennej, dlatego też kompletowanie kadry zakończono dopiero na kilka dni przed meczem z Wolanią. Co więcej, Beskid podczas zimowych przygotowań rozegrał zaledwie pięć sparingów, w większości z zespołami z ligi okręgowej, część z nich zresztą przegrywając.

Z drugiej strony, pamiętajmy też o tym, że oprócz wspomnianego już wcześniej meczu z Wolanią, w kilku innych spotkaniach biało-czerwoni byli bliscy zdobycia punktu i sprawienia psikusa mocniejszym rywalom. Unia Tarnów wygrała w Andrychowie dopiero dzięki bramce z rzutu karnego na dwie minuty przed końcem meczu, dziesięciu minut zabrakło andrychowianom w starciu przeciwko Łysicy Bodzentyn, do 76. minuty męczyła się Garbarnia, a do 86. minuty rezerwy krakowskiej Wisły. To pokazuje, że choć będziemy jutro zdecydowanym faworytem, to jednak nie możemy z góry zakładać łatwej przeprawy.

Zwłaszcza w kontekście tego, co stało się w jesiennym starciu w Woli Rzędzińskiej, kiedy to jechaliśmy jako lider do ostatniej drużyny w tabeli, a suma summarum skończyło się wstydliwą porażką, która boli po dziś dzień. Dlatego też apelujemy do naszych piłkarzy o pełną koncentrację oraz nie zlekceważenie rywala. Zróbmy po prostu w Andrychowie swoje, zagrajmy dobrą piłkę. Wiadomo, że każdy inny wynik niż wygrana KSZO byłaby olbrzymią sensacją i jeśli myślimy o awansie na szczebel centralny to trzy punkty w takim meczu jak ten jutrzejszy są po prostu obowiązkiem, jednak Beskid nie padnie przed nami na kolana i zrobi wszystko, by utrzeć nam nosa. Zwłaszcza, że podopieczni trenera Wandzela zagrają bez żadnej presji, nie mając nic do stracenia, a bardzo wiele do zyskania. Mecze z takimi rywalami często idą jak po grudzie i nasi piłkarze muszą mieć tego świadomość.

Spotkanie odbędzie się jutro o godzinie 15 na stadionie Beskidu w Andrychowie.