Do pięciu razy sztuka?
Po porażce w Nowej Hucie pomarańczowo-czarni staną przed świetną okazją na przełamanie domowego impasu – do Ostrowca zawita bowiem przedostatnia w tabeli Wolania Wola Rzędzińska.
Nie będziemy tego ukrywać – 27 września ubiegłego roku był jednym z mniej przyjemnych dni dla wszystkich sympatyków KSZO. Nasz zespół, będący wówczas liderem, jechał do przedostatniej Wolanii, będąc murowanym faworytem. Niestety, ta niedziela okazała się wybitnie pechowa, bowiem nie dość, że autokar wiozący naszych piłkarzy pomylił drogę i dotarł na kameralny obiekt w Woli Rzędzińskiej zaledwie 25 minut przed rozpoczęciem meczu, a co za tym idzie trener Krawiec nie zdążył przeprowadzić przedmeczowej odprawy, to jeszcze piłkarze spod Tarnowa sprawili niemałego psikusa, wygrywając 3:1. Dziś o powtórce z rozrywki nie może być mowy.
Wolania to typowy przykład drużyny własnego boiska. Boiska, które jest niezwykle małe, wąskie, z trybunami znajdującymi się przy samej linii bocznej. Sprawia to, że niektórym drużynom, zwłaszcza tym z dużo większymi boiskami ciężko jest się do niego przyzwyczaić, co jest sporym handicapem dla gospodarzy. Doskonale zresztą obrazuje to statystyka z tego sezonu – z 14 punktów, które nasi rywale wywalczyli w tym sezonie aż 12 wywalczyli właśnie w Woli Rzędzińskiej, oprócz KSZO pokonując także Spartę Kazimierza Wielka, Beskid Andrychów i Poprad Muszyna, czyli trzy ostatnie zespoły w tabeli. Na wyjazdach podopieczni Piotra Brożka (nie mylić z byłym piłkarzem m.in. Wisły Kraków i Trabzonsporu) zdobyli zaledwie dwa punkty, z czego jeden w Andrychowie, a drugi w starciu przeciwko drugiej drużynie Cracovii. Z pozostałych dziewięciu wyjazdów wracali „na tarczy”, tracąc na boiskach rywali aż 32 gole (łącznie aż 68), dodatkowo z wyjątkiem wspomnianego starcia w Andrychowie w każdym z pozostałych spotkań tracili przynajmniej dwie bramki. Na wiosnę przegrali kolejno: w Nowym Targu, Zabierzowie (z Wisłą II) i Tarnowie, choć trzeba przyznać, że w pierwszym z tych spotkań byli blisko sprawienia niespodzianki (sensacji?), bo decydującą bramkę stracili dopiero w doliczonym czasie gry. Jednak mimo wszystko wydaje się, że słabszy rywal już w tym sezonie na Świętokrzyską nie zawita i nie wykorzystanie tego byłoby ciężkim grzechem. Jak nie teraz to kiedy?
W drużynie Wolanii większość nazwisk nie jest zbytnio znana nawet kibicom ogarniającym II czy III ligę. Jednak nasi obrońcy z pewnością muszą zwrócić baczniejszą uwagę na dwójkę Damian Lubera – Adrian Ślęzak. Ten pierwszy aż dziesięciokrotnie wpisywał się w tym sezonie na listę strzelców, natomiast Ślęzak przez ostatni rok zaliczył piętnaście spotkań w barwach zmierzającej po awans na zaplecze Ekstraklasy Stali Mielec. Co prawda, Ślęzak najczęściej pojawiał się na boisku wchodząc z ławki rezerwowych, jednak w Wolanii jest jednym z wyróżniających się piłkarzy. W rundzie jesiennej pewniakiem do gry był etatowy wykonawca rzutów karnych – Tomasz Barycza, ale on obecnie gra już w IV-ligowym Rzemieślniku Pilzno. Nazwiska pozostałych piłkarzy niewiele mówią kibicom, kilku z nich ma za sobą występy w Unii Tarnów, czy Stali Mielec, jednak z różnych powodów w tamtych klubach im podziękowano.
Teraz kilka słów o pomarańczowo-czarnych, którzy przechodzą przez trudniejszy okres. W pierwszych ośmiu spotkaniach wiosny zdobyliśmy bowiem dokładnie dwukrotnie mniejszą ilość punktów niż w tym samym okresie jesienią (22 punkty w 8 meczach), co zresztą długo pozwoliło nam liderować w lidze. Wiele osób używa słowa „kryzys”, co jest zresztą zrozumiałe, bowiem znakomita jesień do spółki z zimowymi ruchami transferowymi rozbudziły apetyty i część osób oczami wyobraźni widziała KSZO zmierzające do II ligi jak po swoje. Niestety, piłka uczy pokory i na ten moment do Garbarni tracimy już osiem punktów, a rewelacyjny beniaminek z Nowego Targu ani myśli się zatrzymać. Gdy niemal każdy myśli, że w końcu Podhale musi zacząć się potykać, podopieczni Marka Żołądzia dają soczystego pstryczka w nos i prują w ligowej tabeli dociskając gaz do samej podłogi. Przy czym, do rangi absolutnego priorytetu, urasta tu mecz z Garbarnią, w którym wygrana będzie po prostu konieczna do awansu. Tyle, że zanim to się stanie trzeba pokonać u siebie Wolanię i Wisłę i najlepiej awansować jeszcze po drodze do finału OPP, który odbędzie się przecież w Ostrowcu. Tak czy siak, nie ma co narzekać, hejtować, wylewać żali, tylko walić na Świętokrzyską drzwiami i oknami i pomóc podopiecznym Tadeusza Krawca ruszyć w pościg za czołową dwójką. Opiekun pomarańczowo-czarnych po spotkaniu z Hutnikiem stwierdził: „Powiedziałem im (chłopakom) w szatni, że jeśli ktoś chce udowodnić, że chce być piłkarzem, to w tej trudnej sytuacji musimy sobie sami pomóc, wyjść z niej i w tym upatruję naszych nadziei na ten trudny okres”. No to kolejne mecze powiedzą gromkie: sprawdzam.
Spotkanie KSZO – Wolania rozpocznie się dziś o godzinie 15:30 na Stadionie Miejskim w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Fot. kstarnowiec.republika.pl

