Pewna wygrana KSZO
Piłkarze KSZO Ostrowiec Świętokrzyski zgodnie z przewidywaniami ograli przedostatnią w tabeli Wolanię Wola Rzędzińska 4:0 (2:0), zmniejszając tym samym stratę do prowadzącej Garbarni do pięciu punktów.
Choć pierwsze minuty spotkania upłynęły w dość sennej atmosferze, to pomarańczowo-czarni nie kazali długo czekać swoim kibicom na bramki. Po przejęciu piłki przez Radosława Mikołajka, nasz pomocnik przebiegł z nią dobre kilkadziesiąt metrów, po czym z dwudziestego metra uderzył na bramkę Michała Borucha. Po odbiciu od obrońcy, piłka trafiła do Mirosława Kalisty, który soczystym uderzeniem tuż pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi Wolanii. Niedługo potem było już 2:0, gdy obrońcy drużyny gości przez moment nie ogarnęli co się dzieje, a ich zagapienie wykorzystał Tomasz Persona, który ruszył do bezpańskiej piłki, trącił ją czubkiem buta, a ruszający do piłki Boruch zahaczył naszego pomocnika i sędzia wskazał na „wapno”. Pewnym egzekutorem okazał się Jakub Kapsa i emocje nieco opadły.
Co łączy obie akcje? Przede wszystkim zachowanie obrońców Wolanii, bowiem przy pierwszym golu wyglądało to tak, jakby podopieczni trenera Brożka zagrali w „piłka parzy”, a w drugiej pozostawili Personę kompletnie nieatakowanego, co zresztą ten skrzętnie wykorzystał. Najogólniej rzecz ujmując, nawet niezbyt wprawny obserwator szybko ogarnąłby, dlaczego goście stracili już w tym sezonie 72 bramki i wciąż mają szansę na dobicie do setki. Kilka szybszych podań, rajd któregoś z naszych skrzydłowych, dośrodkowanie z akcji czy stałego fragmentu gry – gdy pomarańczowo-czarni dziś przyspieszyli niemal od razu pod bramką Borucha można było ogłosić stan alarmowy. Szczególnie śmiało poczynał sobie Persona, którego raz po raz bombardował swoimi dryblingami i dośrodkowaniami z rzutów rożnych, których mieliśmy dziś całą masę.
Jednak o ile goście w obronie radzili sobie miernie, o tyle kilkukrotnie po naszych prostych błędach potrafili zagrozić bramce Wierzgacza. Po błędzie Pietrasiaka przed szansą stanął Mącior, ale w ostatniej chwili ofiarnie zablokował jego uderzenie Stachurski. Po stracie Kapsy i płaskim dośrodkowaniu z prawej strony instynktownie interweniował nogami Wierzgacz. Trzeba też uczciwie przyznać, że po którymś z kolei rajdzie prawą stroną bardzo pewnie poczynającego sobie Kamila Wilka goście powinni mieć rzut karny po tym jak ręką zagrał Kamil Sołtykiewicz. Z drugiej strony my też mogliśmy prowadzić wyżej – Stachurski główkował w słupek, a strzał Czajkowskiego wybili z linii defensorzy Wolanii. W obu przypadkach pięknymi podaniami popisał się Persona. Ponadto, po pięknej piłce Klaudiusza Łatkowskiego przed szansą stanął Kapsa, ale niepotrzebnie przyjmował/próbował odgrywać i akcja spełzła na niczym. Tuż przed końcem pierwszej połowy Kuba musiał niestety opuścić boisko, wydaje się, że odnowił mu się wcześniejszy uraz.
Po zmianie stron w powietrzu bardziej było czuć klimat poobiedniej siesty, czy rodzinnego pikniku „Lata z Radiem” z Majką Jeżowską w roli głównej aniżeli walki o ligowe punkty. Pomarańczowo-czarni mieli mecz pod pełną kontrolą, nawet nie przepracowywali się przesadnie. Lajtowo, spokojnie, żeby nie złapać niepotrzebnej kartki ani kontuzji. Pierwszy raz kibice ożywili się dopiero po niespełna kwadransie, kiedy Adrian Gębalski główkował w słupek, kilka minut później zbyt pochopnie decyzję o strzale zza pola karnego podjął Nogaj. Kwadrans przed końcem swojego pierwszego tegorocznego gola zdobył Paweł Czajkowski, który zwiódł obrońcę gości i w sytuacji sam na sam nie dał szans Boruchowi. Tuż przed końcem jeszcze raz mogliśmy fetować gola – Michał Stachurski pięknie odegrał do Damiana Nogaja, a ten ze stoickim spokojem przyjął piłkę w polu karnym i precyzyjnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. W doliczonym czasie gry mieliśmy jeszcze rzut wolny na wprost bramki Wolanii tuż zza pola karnego, ale techniczny strzał Nogaja ładnie wyekspediował na róg bramkarz gości.
Wnioski? Po takim meczu ciężko o jakieś głębsze wnioski, po prostu zrobiliśmy swoje. Wysoko pokonaliśmy zdecydowanie słabszego rywala, przełamaliśmy domową niemoc, podnieśliśmy nieco morale. Było kilka akcji, które mogły się podobać, ale też trochę błędów, które mocniejszy rywal mógłby wypunktować. Widać, że Wolania ma problem jeśli jedzie do drużyny, która dysponuje większym boiskiem niż to w Woli Rzędzińskiej. Widać było, że podopieczni trenera Brożka dobrze czują się w grze na małej przestrzeni, momentami kilka razy wymienili piłkę w taki sposób, co przypominało trochę futsal. Próbowali, walczyli, ale obie drużyny dzieliła dziś różnica klasy. My tymczasem musimy już myśleć o kolejnych spotkaniach, a jutro będziemy z niecierpliwością nasłuchiwać wieści z Ludwinowa, gdzie Garbarnia zagra z Sołą oraz z Daleszyc, gdzie Spartakus podejmie Podhale.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Wolania Wola Rzędzińska 4:0 (2:0)
1:0 Mirosław Kalista 13 minuta
2:0 Jakub Kapsa 24 minuta rzut karny
3:0 Paweł Czajkowski 75 minuta
4:0 Damian Nogaj 88 minuta
KSZO: Wierzgacz – Stachurski, Pietrasiak, Łatkowski (81′ Mężyk), Sołtykiewicz (59′ Bełczowski) – Kalista, Kapsa (38′ Dziadowicz), Mikołajek, Czajkowski, Persona – Gębalski (59′ Nogaj).
Wolania: Boruch – Szkotak, Cabała, Baruch, Szosta, Tadel (69′ Adamowski), Ślęzak (84′ Minorczyk), Wilk, Mącior, Lubera, Szatko.
Żółte kartki: Kalista, Persona – Wilk, Baruch, Ślęzak.
Sędziował: Albert Różycki (Łódź)
Kolejne spotkanie pomarańczowo-czarni rozegrają w najbliższą sobotę – 30 kwietnia – kiedy to podejmą przy Świętokrzyskiej Wisłę Sandomierz. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 19. Jednak już w najbliższą środę – 27 kwietnia, zagramy w Ożarowie z Alitem w meczu 1/4 Okręgowego Pucharu Polski. Początek o godzinie 17.
